Bliżej – dalej

Coraz częściej czuła ból przy oddychaniu. Czasem ciężko jej było wstać z łóżka i minut – tych liczonych od momentu zadzwonienia budzika, do postawienia bosej stopy na podłodze, z każdym dniem bezlitośnie przybywało.

Najpierw wyłączała alarm jednym ruchem, a gdy głowa z powrotem dotykała ciepłej poduszki, serce zaczynało (za) mocno bić. Przypominało to mechanizm w starym zegarze: budzik, pyk – ruch palcem, poduszka, zamknięcie oczu, a po chwili głośne tykanie gdzieś w środku. To ono uruchamiało najniebezpieczniejsze koło zębate: myślenie dlaczego, po co to wszystko?

Stale miewała koszmary, że jej ciało pod skórą nie składa się z tkanek poukładanych według atlasu anatomii, ale jest po prostu wielkim bałaganem rozdłubanego czerwonego mięsa. We śnie nie mogła się ruszyć i wszystko bolało. Codziennie po obudzeniu, myśli o snach przerywał głos rozsądku, który nakazywał: skoro leżysz, to chociaż zastanów się w co się ubrać, na co reagowała w myślach: przecież wiem, że na czarno – i przewracała oczami.

Zupełnie nie mogła sobie przypomnieć siebie sprzed tego stanu. Już nawet nie próbowała. Przecież miesiącami bagatelizowała swoje złe samopoczucie bo było tylko – według bliskich – porannym przygnębieniem. W końcu tylu ludzi codziennie zmaga się z ogromnymi problemami, chorobami, nieszczęściami.

Jakiś czas później zauważyła, że nie ma uczucia sytości, mimo, że mogła zjeść więcej niż normalnie. Nie czuła też głodu, ale dla zasady zachowywała rutynę jedzenia śniadań i obiadów. Złapała się też na tym, że nie odróżniała konsystencji jedzenia, a już zupełnie nie czuła jak wypełniało ono jej wnętrzności. Odkryła, że rozwiązaniem tego problemu była gorąca zupa ogórkowa, którą jadła zanim wystygła, po to, żeby poparzyć język, gardło. Kiedy zupa boleśnie spływała przełykiem do żołądka, ona dowiadywała się, że nareszcie coś czuje i że w końcu jest to ciepło.

Kiedy w pewnym momencie złapała się na tym, że najbardziej komfortowo czuje się, gdy wie, że nie musi kontrolować swojej bitch face, wiedziała, że coś jest bardzo nie tak. Stało się to dokładnie wtedy, kiedy wymknęła się ze spotkania do domu, by odetchnąć z ulgą, że nie ma w pobliżu nikogo, kto zadałby pytanie: czy wszystko w porządku?. Nie miała siły zastanawiać się nad wymyślaniem kolejnej wymówki, która byłaby wystarczająco wiarygodna by dano jej spokój.

Wbrew sobie, starała się jednak spędzać jak najwięcej czasu z innymi ludźmi. Rozsądek podpowiadał jej, by utrzymywała kontakt ze znajomymi, przyjaciółmi i rodziną, ze światem. Z jednej strony wiedziała, że nie powinna być sama w domu, bo przecież tam właśnie najłatwiej i najskuteczniej jest zniknąć z pola widzenia innych, udawać że się nie istnieje. Ale z drugiej strony, wśród ludzi, coraz ciężej było jej kontrolować smutek i chęć bycia samej.

Jeszcze niedawno do perfekcji opanowana kontrola nad smutnym wyrazem twarzy i udawaniem skupienia na tym, co mówią inni, z każdym dniem stawała się coraz bardziej nie do udźwignięcia. Miała wszystko, po prostu leżąc pod kołdrą, z butelką wody gazowanej obok łóżka. Z czasem przestała odbierać telefony i odpisywać na wiadomości, a woda w plastikowej butelce została zastąpiona koniakiem w szklanej- bo sprawiał, że przynajmniej zasypiało się lekko.

Wtedy ktoś otworzył drzwi jej mieszkania. Zaprowadził do łazienki, w której była już gotowa ciepła kąpiel. Czytał jej ulubioną kiedyś książkę, gdy bez ruchu, nago siedziała w wodzie. Nakarmił ciepłą zupą. Puścił wieczorem film. Przykrył kocem, został na noc i spał na sofie. Rano umył naczynia, przygotował kanapki, kakao. Otulił płaszczem i szalem, a następnie zaprowadził do lekarza.

Kilka tygodni później, po raz pierwszy od wielu miesięcy uśmiechnęła się naprawdę.

Gdyby ktokolwiek potrafił mnie ocalić, tym kimś byłbyś Ty.*

 

Na świecie 350 milionów ludzi choruje na depresję. W Polsce to około 1.5 miliona osób.

Pozwól sobie pomóc: Twarze Depresji / Forum Przeciw Depresji

*Godziny – M.Cunningham

Zdjęcie: Paweł Kolankowski

  • Tak, dokładnie tak. Tylko często nikt nie otwiera drzwi mieszkania, nikt nie przygotowuje kąpieli i nie prowadzi do lekarza.

    • Smutne, że tak często ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak osoby z depresją genialnie udają, że wszystko w porządku. :(

  • Cieszę się, że kiedy miałam pierwszy rzut depresji, mieszkałam jeszcze z mamą, która jest mądra i dobrą kobietą. Kiedyś chyba o tym napiszę, bo to dobra historyjka dla wszystkich wrzucających wagarowiczów do jednego worka… :)

  • ka

    „stale miewała koszmary, że jej ciało pod skórą nie składa się z tkanek poukładanych według atlasu anatomii, ale jest po prostu wielkim bałaganem rozdłubanego czerwonego mięsa.” – idę o zakład, że to uczucie, które pojawia się u wszystkich co wrażliwszych jednostek. fajnie to czuć, a widzieć tak trafnie zdefiniowane przez kogoś innego!

    ps. u mnie, pod skórą, bałagan rozdłubanego, czerwonego mięsa, poustawiałam nie tylko w tkanki poukładane według atlasu anatomii, ale także zdyscyplinowałam je tak, że przypominają teraz zastępy wojska maszerujące równo i płynnie jak w defiladzie. to był jeden ze sposobów na poradzenie sobie z tym, by kiedyś w końcu wstać z łóżka, mimo, że wtedy było to najtrudniejszą rzeczą, z jaką przyszło mi się zmierzyć.

    • Dziękuję za miłe słowa!
      Dobrze czytać, że z tym wszystkim można sobie dać radę. Chociaż, jak napisałaś, nie było to łatwe. :) Zapraszam znowu!

  • Pingback: Miesiąc zblogowAny (12): grudzień w telegraficznym skrócie - Świat zblogowAny()