Dzienniki 2

Tamtego dnia, jak co niedzielę, zamówił kawę i kanapki. Kiedy kelner oddalił się od stolika, Filip podszedł do wieszaka, na którym przed chwilą zostawił swój płaszcz, sięgnął do wewnętrznej kieszeni i wyciągnął z niej gazetę. Kupił ją przed przyjściem tutaj.

– Jak się pani dziś czuje? – Powiedział głośno, energicznie nachylając się do okienka. W środku, za blatem z poukładanymi najnowszymi wydaniami dzienników jadła drożdżówkę Lusia. Podskoczyła na jego widok.

– Znowu mnie pan wystraszył! Prawie się zakrztusiłam! Kto by mnie uratował gdybym dławiła się w tym zamkniętym od środka kiosku? – Powiedziała to z tak teatralną manierą, że brakowało tylko.. Nie, niczego nie brakowało – podniosła prawą dłoń do czoła. Oboje się roześmiali. Lusia całe życie była garderobianą i marzyła o aktorstwie. Po przejściu na emeryturę i śmierci męża (był oświetleniowcem, spadła na niego ogromna lampa w teatrze i umarł w szpitalu) za odszkodowanie kupiła kiosk na jednym z przystanków – chciała mieć kontakt z ludźmi i nie zwariować.

– Wspaniale, kiedy przesłuchania? – Opatuliła się wielką chustą i wyszła na zewnątrz. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni papierośnicę.

– Jutro. Boję się, że za bardzo się zestresuję i nic z tego nie wyjdzie. Ale zrobię to – obiecałam Laurze. – Biały dym wydobył się z pomalowanych ust.

– Jaka była wczoraj? – Zapytał mimo, że za kilka godzin miał ją odwiedzić.

– Przyniosłam nasze wspólne zdjęcia, ale nie chciała ich oglądać. Nie poznawała nas. – Lusia spuściła wzrok, Filip wiedział, że zrobiła to dla niego, żeby nie musiał ukrywać jak mu przykro. Stali przez chwilę w ciszy kończąc palenie.

– Najgorsze to zacząć wierzyć, że człowiek, który myśli, że jest nam obcy, robi nam to na złość. – Powiedziała cichym głosem gasząc papierosa. Obróciła się i weszła z powrotem do kiosku.

– Koniecznie daj mi znać jak było na przesłuchaniu. – Lusia podała mu gazetę, którą Filip prenumerował.

– Dobra, idź już. Ucałuj ją ode mnie.

Lubił przychodzić do tej kawiarni wcześnie rano, jeszcze zanim zjawią się tu tłumy ludzi. Było wystarczająco cicho, by skupić się na przeglądzie prasy i muzyce, która przypominała mu czasy młodości, kiedy dużo podróżował. W tle grał Louis Armstrong, kiedy otworzyły się drzwi kawiarni. Do pomieszczenia wszedł szary płaszcz i wielki szal. Sekundę później spod czapki wysypały się długie jasne włosy. Policzki różowe od chłodu przypomniały mu spotkanie z Laurą wtedy, w parku. Wstrzymał oddech.

-Niemożliwe – Powiedział do siebie, odkładając gazetę na stół. Dziewczyna  usiadła po drugiej stronie lokalu, w rogu, przy oknie.

Opuścił wzrok i zaczął jeść swoje kanapki. Gdyby teraz ktoś miał do niego podejść, Filip z pewnością by go nie zauważył. Myślami był w zupełnie innym czasie i miejscu.

– Jak to możliwe, że tak długo się nie widzieliśmy? – W parku, po drugiej stronie ławki, siedziała jego Laura, ukrywająca podenerwowanie.  Zdecydowanie nieświadoma tego jak długą drogę do niej pokonał.  Ile to już lat?

– Próbowałem cię odnaleźć, ale zniknęłaś i nikt nie wiedział co się z tobą dzieje. – Filip popatrzył na swoje dłonie. Nie były już tak młode jak wtedy, kiedy widzieli się ostatnio. Minęło wiele lat zanim się spotkali.

– Prawdę mówiąc nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy. Mówiłeś, że już nie chcesz mnie widzieć. – Powiedziała to bez emocji, nie wiedział co jej odpowiedzieć. Już jakiś czas temu dostał telefon od nieznajomej kobiety, która twierdziła, że wie gdzie jest Laura.

W ten sposób kilkanaście lat temu poznał Lusię. Filip często odwiedzał ją i jej męża w Lublinie. Coraz mocniej się wszyscy przyjaźnili. Po śmierci żony, Filip zupełnie już przeniósł się do Lublina. Z początku przyglądał się Laurze z daleka, nie chcąc wchodzić w jej życie, zmieniać go. Nie śledził Laury, po prostu chciał przebywać w mieście, w którym czuł jej obecność. Kilka razy minęli się w sklepie, na starówce, czy w parku. Zawsze była w towarzystwie swojego męża. Kiedy dowiedział się o jego śmierci, wiedział, że przyszedł czas, by się odezwać. Myśli o niej znowu zaczęły wypełniać mu głowę.

– Tato, nie możesz ciągle żyć czekając, aż Laura będzie gotowa. Odnalazłeś ją, znasz miejsca, w których bywa, podejdź do niej. – W ten sposób przyszła chwila, na którą Filip czekał tyle lat. Spróbował uspokoić myśli i zaczął cicho.

– Laura. Czekałem aż będziesz gotowa na moment, kiedy w twoim życiu znajdzie się miejsce na spotkanie ze mną. – Kątem oka zobaczył jak kobieta spuściła głowę. Nie wiedziała co odpowiedzieć.

– Kilka razy wydawało mi się, że cię widzę. Czułam twoją obecność, mimo że było to dla mnie irracjonalne. Skąd miałbyś się tu wziąć? – Filip przełknął ślinę. Nie chciał jej przerazić.

– Od kilku lat mieszkam w Lublinie. – Zwróciła głowę w jego stronę.

– Dlaczego się wcześniej nie odezwałeś? – Wziął głęboki oddech.

Z głośników właśnie przestała płynąć piosenka Georgia on My Mind Raya Charlesa. Filip chwycił filiżankę i wypił łyk kawy. Spróbował się uspokoić, wystukując prawą stopą rytm. Zwrócił głowę w stronę dziewczyny przy oknie. Siedziała z młodym mężczyzną. Ale nie rozmawiali. Trzymała w rękach czarny zeszyt i czytała. Chłopak pił sok patrząc przez okno.

– Zabrakło mi odwagi. – Nieświadomie wypowiedział te słowa na głos, kelner przechodzący obok zatrzymał się.

– Wszystko w porządku? Podać panu coś jeszcze?

Po wypiciu herbaty z imbirem, zamówionej zupełnie odruchowo, wstał by zabrać swój płaszcz. Kątem oka zauważył, że dziewczyna ze stolika pod oknem mu się przygląda. Zerknął na zegarek. Miał jeszcze 15 minut do spotkania z Laurą. Wyszedł na zewnątrz i zaczął iść w stronę parku.

– Przepraszam! Zapomniał pan o swojej gazecie! – Parę minut później podbiegł do niego szary płaszcz i szal. Gdyby podczas kolejnego już spotkania nie powiedziała mu, że musiała wtedy przełamać swoją nieśmiałość wobec obcych ludzi, nigdy by się nie zorientował.

– Niechże pani założy tę czapkę, bo się pani przeziębi!

 

Zdjęcie