Dziwne zjawisko

Sobotnie popołudnie. Zakładam na siebie sukienkę w kolorze malin. Jeszcze jest ciepło, ale gdy będę wracać wieczorem, okryję się miękkim swetrem. Zarzucam go teraz na ramiona, a na samą myśl o chłodnym wietrze przeszywa mnie dreszcz. Czeszę wiecznie splątane włosy – od kilku dni myślę, żeby je obciąć, zmienić kolor i zamienić się w zupełnie inną osobę. Zastanawiam się ilu znajomych by mnie wtedy nie poznało. Jakimś cudem włosy dziś współpracują, jakby wiedziały, że wychodzę spotkać się z Tobą. Maluję oczy, na usta nakładam szminkę o malinowym kolorze. Chwilę później zetrę ją chustką, mówiąc do siebie „no nie przesadzaj, R.”

Śpiewam pod nosem „What You Won’t Do for Love” Bobby’ego Caldwella, tylko szybciej niż w oryginale, najwyraźniej z powodu podekscytowania. No i jeszcze buty- wsuwam stopy w buty na wysokim obcasie. Sama nie wiem, jak doszło do tego, że potrafię bez problemu biegać wyższa o 10 centymetrów, a gdy maszeruję chodnikiem w zwykłych balerinach, potykam się nawet mimo tego, że patrzę pod nogi. Dziwne zjawisko.

W myślach, od wczorajszego wieczoru, zdążyłam stworzyć co najmniej 3 scenariusze naszego spotkania, łącznie z dialogami na około 12 tematów, które ewentualnie można poruszyć w razie pojawienia się niezręcznej ciszy. Żeby zdążyć, za minutę muszę zamknąć za sobą drzwi. Biorę głęboki oddech, zamykam oczy, pod powiekami tańczą jakieś drobinki: „Ciekawe czy niewidomi mają taki właśnie obraz przed oczami” – przemyka mi przez głowę. Sekundę później rozpylam na obojczyku perfumy, które tak lubisz, chwytam torebkę i wsuwam klucz do zamka.

Idę pewnym krokiem, uśmiechając się do siebie i mijających mnie osób. „Za chwilę zacznie się jesień” – myślę i wciągam powietrze, pachnące suchymi liśćmi, które leżą już wszędzie. Gdy czekam na zielone światło znowu przymykam na chwilę oczy. Czuję ciepłe promienie, opierające się o moją twarz. Docieram do centrum z lekkim opóźnieniem, na szczęście siedzisz przy stole w umówionym miejscu, co chwilę patrząc to na chodnik za oknem, to w kierunku drzwi wejściowych. Gdy mnie zauważasz, wstajesz, witasz się ze mną ciepło, chwytasz moją dłoń, całujesz w skronie. Czuję znajomy zapach, zaciągam się nim i w tym momencie dochodzi do mnie, że to jednak nie Ty.

Gdzie jesteś?

You become responsible – forever – for what you’ve tamed.

photo

  • Wydarło mi się głośne Och! z piersi przy końcu tekstu.

    • 100sukienek

      jaka szkoda, prawda? pozdrawiam serdecznie :)

  • Kurcze nie wiem co napisać. Dobre, piękne,
    zdecydowanie tak

    • 100sukienek

      dziękuję, to bardzo miłe, że napisałaś. :)

  • Ana

    Piszesz tak, że komentarza już nie potrzeba…
    No, chyba że chciałabym napisać tylko tyle, że to dziwne zjawisko z 2. akapitu też znam doskonale ;)

    • 100sukienek

      dziękuję! tak 2. akapit bardzo życiowy. ;)

      • Ja się notorycznie potykam na prostej drodze :).

        • 100sukienek

          u mnie nawet patrzenie pod nogi nie pomaga. ;)

  • Jesteś mistrzem. A potykać w balerinach też się lubię, generalnie na szpilkach potknąć się trudniej, jeszcze nie wiem, dlaczego. :-) Pracuję nad tym.

    • 100sukienek

      jak się dowiesz dlaczego, to koniecznie mi daj znać, wczoraj prawie znowu się wywróciłam ;)

  • Alankowo Sz

    Pięknie napisane :)

    • 100sukienek

      dziękuję :)

  • S.

    Zaskakujące! Zauroczyłaś mnie

    • 100sukienek

      :)

  • Monika Dąbrowska

    W tym tekście tak dużo jest tęsknoty za…byciem sobą. Tak to czytam, choć dostrzegam więcej warstw. Poruszasz słowami te struny, które sprawiają, że głos chce się przedrzeć przez ściśnięte gardło. I ten styl… Jaki Ty masz Styl!

    • 100sukienek

      tak. i tak. dziękuję, że widzisz te warstwy, dziękuję za te słowa. :)

  • Piszesz tak plastycznie, że widziałam kostkę brukową chodnika a na niej pożółkłe liście.

    A przy „to jednak nie Ty”…poczułam realny ścisk w środku.

    • 100sukienek

      staram się nad tą plastycznością pracować. a ścisk w środku i u mnie…
      dziękuję za te komentarze! :)

  • piękny tekst! uwielbiam dziwne zjawiska… ;)