Kilka stacji dalej

Budzi się 10 minut przed dzwonkiem alarmu w telefonie. Pierwsza myśl, jaka przychodzi mu do głowy to: ona. Myśli o tym, jak jej długie proste blond włosy układają się na smukłych ramionach i opadają na lewą stronę, zaczesane tak, by odkrywać prawe ucho.

W dniu, w którym zobaczył ją po raz pierwszy, stał tak blisko, że zauważył idealnie okrągłe znamię poniżej linii włosów, na szyi. W wagonie tramwaju wokół nich stał tłum ludzi jadących do pracy. Pojechał wtedy kilka przystanków dalej, niż potrzebował. Do tej pory pamięta jej zapach.

Wstaje z łóżka jednym prężnym ruchem. Strzepuje i wygładza poduszkę, to samo robi z prześcieradłem i kołdrą. Tak, by nie zostały żadne zagięcia. Idzie do kuchni, nalewa do metalowego czajnika dokładnie jeden kubek wody na herbatę, przygotowuje kanapki. Trzy kromki chleba idealnie posmarowane margaryną. Dwanaście ruchów najostrzejszym nożem w domu. I żeby było równo. Inaczej powtórzy serię. Równy plaster sera żółtego. Kładzie go tak, żeby ser jak najmniej wystawał poza skórkę chleba. Odkrawa nożem nadmiar i uzupełnia miejsca pokryte samą margaryną. Zawsze wychodzi dwanaście kawałków sera na jedną kanapkę. Liczy jeszcze raz. Zgadza się. Do tego wszystkiego dwanaście równych pasków z ketchupu. Układa chleb na prostokątnym talerzu bez wzorków. Zaparza herbatę. Wsypuje trzy łyżeczki cukru. Trzydzieści sześć ruchów łyżeczką. Trzydzieści cztery, trzydzieści pięć, trzydzieści sześć. Spieszy się, chce dziś być wcześniej na miejscu. Wysyła sms: Zobaczymy się wcześniej.

***

Niechętnie wybudza się z pierwszego od miesięcy przyjemnego snu. Dwie sekundy później zaciska pięści i przypomina sobie, że musi zmierzyć się z kolejnym dniem. Jak na komendę, dostaje sms z jego numeru. Kasuje go bez czytania. Wstaje, podchodzi do szafy, w której wisi jej ulubiona sukienka – wyciąga jednak spodnie i koszulę. Idzie do łazienki, myje zęby, robi makijaż. Zmazuje go. Nie chce nikomu się podobać. Nie chce podobać się jemu.

Zjada w pośpiechu kromkę z masłem i dżemem. Okruchy spadają na talerz, który dostała od babci, gdy wyprowadzała się z rodzinnej miejscowości. Chwyta błękitny kubek mocnej kawy z odrobiną mleka, bez cukru. Podchodzi do okna i od razu cofa się o krok. Dłonie natychmiast stają się lodowate. Czeka.

***

Gdy tylko weszłam do wagonu metra, od razu zwróciłam na niego uwagę. Wszyscy chyba go zauważyli. Najpierw pomyślałam, że może jest sam. Kołysał się skulony, siedząc twarzą do krzeseł po drugiej stronie przejścia. Usiadłam dokładnie naprzeciwko, jakieś pięćdziesiąt centymetrów od niego i widziałam każdy jego ruch. Kilkukrotnie bezgłośnie policzył kolejno do dwunastu, a następnie mrużąc oczy, zagryzał zęby tak, że widać było mięśnie jego żuchwy pulsujące pod gładko ogoloną skórą. Dwanaście razy.

W końcu kobieta w megafonie zapowiedziała kolejny przystanek. Wtedy wstała ona. Smukła, dosyć wysoka młoda dziewczyna. Na jej widok jego wzrok się ożywił – mężczyzna wstał a jego dotychczasowe zachowanie zastąpiły powaga i skupienie. Widziałam jej wzrok, wiedziała, że on wysiądzie i pójdzie za nią. Miała dosyć. Zobaczył to i udał się do drugich drzwi wagonu. Wysiadł i poszedł za nią. Pociąg ruszył.

Pstryk – tyle czasu to wszystko trwało dla mnie i dla osób, które obserwowały ich w wagonie. Kilka stacji. Prawdopodobnie nikt nie zauważył wzroku dziewczyny, a nawet jeśli, to cała sytuacja była dla nas jedynie wycinkiem z życia tych dwojga. Niektórzy patrzyli na niego z rozbawieniem, inni odsuwali się, przechodzili na drugą stronę wagonu. Bo właściwie jak mogliby się zachować?

W marcu, podczas warsztatowej części obchodów imprezy Blog Roku odbył się panel dyskusyjny na temat stalkingu. Sytuacja w metrze i moment, gdy patrzyłam na odchodzącą w pośpiechu dziewczynę i mężczyznę idącego pewnym krokiem za nią, przypomniała mi o nim. Wtedy, podczas warsztatów, w dyskusji uczestniczyły kobiety, które od lat walczą z psychiczną przemocą, i jak same nazwały stalking – z gwałtem na życiu osobistym.

To co zobaczyłam, to niewyobrażalny lęk, bezsilność i jednocześnie ogromny bunt. Bo co może czuć dziewczyna, która od miesięcy otrzymuje codziennie kilkadziesiąt smsów, począwszy od wyrazów miłości, poprzez oszczerstwa, kończąc na groźbach? Co może czuć kobieta, która po porodzie otrzymuje od stalkera sms o treści Tak się cieszę, że nasz Maciuś jest już na świecie? Co może czuć, gdy bez przerwy widzi go przejeżdżającego w pobliżu jej domu na rowerze? Co może czuć kobieta, która raz na parę tygodni znajduje przebite opony w swoim samochodzie? Strach o życie i bunt. Tak silne, że gdy słuchasz tych historii, zaciskasz pięści żeby nie krzyczeć.

Po drugiej stronie niewybaczalna wydaje się być bezsilność przedstawicieli prawa. Bo nie ma regulacji na wszystkie przypadki. Nie ma i przez najbliższe lata zwyczajnie nie będzie. I gdy wciąż spotykasz ludzi, którzy powtarzają Ci: hej, przecież w gruncie rzeczy on niczego ci nie zrobił, nie bój się, żyj normalnie – pytasz sama siebie, czy to z Tobą jest coś nie tak.

Konrad Kruczkowski, który prowadził tamten panel dyskusyjny powiedział na koniec bardzo ważne zdanie. Na temat stalkingu nie powinno się milczeć. Rozmawiajmy więc, piszmy, prowadźmy dyskusje. Róbmy wszystko, ale nie milczmy.

Psycholog Renata Fijałkowska:

Ze stalkerami w Polsce jest ogromny problem. Sprawy są umarzane i zupełnie ignorowane w przypadkach, gdy chodzi o związki, a często bywa tak, że to właśnie byli partnerzy stalkują. Stalking jest przestępstwem i formą przemocy. Podlega karze, ale ofiary często wycofują zarzuty, tym samym narażając się na dalsze nękanie. Stalking jest problemem interdyscyplinarnym i tak powinien być traktowany. W Polsce niestety nie ma ujednoliconego modelu postępowania interwencyjnego i prawno-karnego w przypadku stalkingu. Korzystamy z przepisów systemu prawnego: kodeksu karnego, kodeksu cywilnego oraz ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. PAMIĘTAJMY, że zgodnie z Konstytucją RP: wolność człowieka podlega ochronie prawnej.

Zdjęcie.

  • Byłaś na warsztatach… ja też…
    I mnie też ten panel szczególnie utkwił w pamięci…

    A tekst… czy ja muszę coś dodawać?
    Owacje… na stojąco.

    Może kiedyś uda nam się poznać…;-)

    Ściskam
    Magdalena

    • 100sukienek

      pewnie się uda :) dziękuję!

  • Monika Dąbrowska

    Świetny tekst! Uwielbiam takie podanie ważnych tematów w fabularny sposób – robisz to doskonale.

    Trudny temat. Myślę, że mało się o tym mówi. W ogóle mało się mówi o nękaniu. Mała jest też świadomość jak należy reagować w takich sytuacjach, w jaki sposób składać zeznania i co konkretnie mówić na policji aby sprawa faktycznie została potraktowana priorytetowo. Nie uczą tego w szkołach, a może powinni… Konsultacja z prawnikiem przed podjęciem pierwszego kroku to znowu koszt na który nie każdy może sobie pozwolić.

    • 100sukienek

      bardzo ważny aspekt poruszyłaś, nie wiem czy szkoły to dobre miejsce, ale może i tak :) z pewnością po obu stronach mogłyby być odpowiednie procedury i jasna ścieżka, po przejściu której można spodziewać się konkretnych efektów. Niestety, tak jak napisała Psycholog, nie ma w Polsce jeszcze takiego modelu postępowania. W USA, Kanadzie stosowane są już od jakiegoś czasu. Czekam aż się to zmieni. ps dziękuję! <3

  • Agnieszka Kaluga

    :*

    • 100sukienek

      Agnieszka! :)*

  • Stalking to trudny temat. Rzeczywiście jednak za mało się o nim mówi. Sprawy są umarzane, bagatelizowane przez społeczeństwo i agresorzy przez to czują się bezkarni. Faktycznie należałoby o tym mówić i mówić i jeszcze raz mówić, żeby KAŻDY na tym świecie wiedział, że to nie jest normalne i nie można na to przymykać oka…Nie! Trzeba bronić ofiar, a skalterom pokazać, że nie są bezkarni, a to co robią bezbronnym istotom to nie jest zwykła zabawna gra.

  • „(…) często bywa tak, że to właśnie byli partnerzy stalkują” – no właśnie. Czasem bywa tak, że jeśli przez jeden głupi błąd mężczyznę zostawia kobieta, która była dla niego całym światem, on robi wszystko, by do niego wróciła. Jeśli ja pisałem błagalne smsy i maile z prośbą o wybaczenie, powrót, to byłem stalkerem? Być może. I być może jest to coś gorszego, niż to, co robiłem ja. Ale jesteśmy ludźmi. Popełniamy błędy. Chcemy zadośćuczynić krzywdę wyrządzoną drugiej osobie, która tego nie chce. Zostawiła mnie kiedyś kobieta, za którą szalałem. „Niebo spadło mi na głowę, piekło poparzyło stopy”. Normalnym zachowaniem chyba było, że do niej pisałem i wydzwaniałem. Wiem, że są gorsze przypadki. Wiem, że ja potrafiłem się w końcu ogarnąć, a innym zajmuje to więcej czasu. I NIE, NIE STARAM SIĘ USPRAWIEDLIWIĆ STALKERÓW. Po prostu mam w zwyczaju spoglądać na pewne sprawy z różnych stron. Jeśli kobieta się boi, zachowania tego typu niszczą ją psychicznie, jest nieszczęśliwa – jest to złe. Najlepszym wyjściem dla obojga jest wsadzenie stalkera do więzienia. Ona ma spokój i on może w samotności pocierpieć. No ale tak, do więzienia – tam, gdzie nie ma miejsca, bo cele zajęte są przez posiadaczy marihuany (bez znaczenia, czy jestem zwolennikiem). Najlepszym rozwiązaniem jest zgłoszenie sprawy na policję i poproszenie przyjaciela czy znajomego, by dziewczynę popilnował, poobserwował okolicę, w której dziewczyna mieszka… Tylko facet znajdzie sposób na drugiego i tylko facet przyłoży innemu.

    • 100sukienek

      kurcze to tak złożone zjawisko, że bez opinii psychologa ocenianie poszczególnych zachowań nie ma sensu. jeśli chodzi o ‚stalkowanie’ po rozpadzie związku, byłam w takiej sytuacji i to o mnie jest fragment z smsami i rowerem. granica między rozpaczliwą próbą powrotu a nękaniem zostaje wg mnie przekroczona, gdy dochodzi do gróźb i zastraszania. i nie powinno być na to zgody. to wg mnie moment, na ostrą reakcję bez litości. [u mnie na szczęście pomogło.]

  • Konwenanse Blog

    Przyznam, że przeczytałam Twój wpis od deski do deski, co mi się rzadko zdarza. To bardzo złożony problem, ale tak czy inaczej na miejscu tej dziewczyny chyba zwariowałabym. Życie pod taką presją, nieustanne dręczenie i ten strach, kiedy go zobaczę, czy nie zrobi mi krzywdy… Okropne. Kilka lat temu przeżyłam podobną sytuację. Chłopak, kilka lat starszy. Najpierw zaczął za mną chodzić, wystawał pod blokiem do momentu, aż w moim pokoju gasło światło. Nie reagował na moich przyjaciół ani rodziców. Potem zaczęły się smsy i telefony. Nawet nocą. Kiedy sprawa trafiła na policję, chłopak zniknął. Powiedziano mi, że po prostu ‚oszalał’ na moim punkcie, ale był większym tchórzem i dlatego odpuścił. Tak czy inaczej kiedy mijałam go potem na ulicy, wolałam zmieniać kierunek… Nie chciałam, aby historia się powtórzyła.