Nie jestem niczym – Rozdział 1

Czerwony kolor mieszał się z wodą i spływał do umywalki.

– Cholera, gdzie jest apteczka?! – Pustka w głowie: kuchnia? łazienka? – Okryła ranę chusteczką i zaczęła sprawdzać wszystkie szafki. Czerwone kropki były wszędzie: na blacie, drzwiczkach, podłodze.

– Jezus Maria zaraz się wykrwawię… – Dzwonek do drzwi. – Nie… proszę! W takim momencie?

– CHWILECZKĘ! – Złapała ścierkę kuchenną i owinęła nią całą dłoń. Z rozpędu nacisnęła przeszywającym bólem na klamkę. Łzy stanęły jej w oczach, nie mogła wziąć oddechu. Tylko się nie rozpłacz – Powiedziała do siebie w duchu. Przed nią stał chłopak jej siostry.

– Cześć, przyniosłem to dla Stefanii, jest w domu? – Zanim zdążyła odpowiedzieć, krew kapnęła na podłogę przedpokoju. W pośpiechu zaprosiła go do środka i poszła ratować rękę do umywalki. Krew i woda znowu spływały jednym strumieniem a jej już powoli robiło się słabo.

– Gdzie jest apteczka? – Zobaczył rozciętą głęboką ranę. Większą, niż przypuszczał. Dziewczyna osuwała się na podłogę.

Za drzwiami szpitala czas płynął innym tempem, zupełnie osobnym do tego, co działo się na zewnątrz. Minęła godzina odkąd siłował się z lekarzem o przyjęcie Heleny w pierwszej kolejności. Jego szczupłe dłonie powoli przestawały drżeć, za paznokciem miał zastygniętą krew. Nie zauważył jej wcześniej, kiedy mył ręce otoczony zielonymi płytkami w toalecie bez lustra. Siedział teraz przed wejściem na korytarz, w pustym hallu i próbował na dobre opanować dygot. Dopiero od jakichś piętnastu minut oddychał spokojnie.

Biała jarzeniówka na brudnym od starości suficie mrugała nieregularnie, wydając z siebie dźwięk, który brzmiał jak mucha obijająca się o szybę wczesnym rankiem. Zdążył naliczyć 78 mrugnięć, zanim oparł głowę o ścianę i zamknął oczy. Wszystko poza budynkiem, w którym teraz przebywał, stanowiło inny świat, składający się ze spraw o mniejszym znaczeniu. Przypomniał sobie o Stefanii. Już właściwie nie wiedział co jej miał zostawić. Najważniejsze, że pojawił się w przed jej domem w odpowiednim momencie.

– Można wejść. Pacjentka już jest gotowa do wypisu. – Mężczyzna w białym kitlu patrzył na niego zza brązowych oprawek okularów. Na kołnierzu widać było ślady krwi, pozostałość po argumentach, które przekonały go do zbadania Heleny poza kolejką. Kępka siwych włosów oddzieliła się od zaczesanej grzywki i przykleiła do czoła tuż nad linią krzaczastych brwi.

– Trzeci pokój po prawej. Tu są ochraniacze – Wskazał na automat z foliowymi workami. W jego głosie dało się odczuć niechęć i poirytowanie.

– D…Dobrze. Dziękuję. – Wypowiadając te słowa, chłopak patrzył już na plecy lekarza. Tamten w odpowiedzi uniósł palce prawej ręki i zniknął w korytarzu po drugiej stronie hallu.
Wojtek uchylił wahadłowe skrzydło z napisem CHIRURGIA OGÓLNA i powoli wszedł na oddział. Odgłos jego kroków przeplatał się z dźwiękami aparatury, która prawdopodobnie (miał nadzieję!) utrzymywała przy życiu pacjentów.

Siedziała na metalowym łóżku przykrytym prześcieradłem. Po wejściu do pokoju najpierw zwrócił uwagę na kroplówkę podłączoną do jej przedramienia. Oparta o ścianę biała twarz dziewczyny prawie zlewała się z kolorem szpitalnej farby. Miała na sobie bluzę od dresu, którą zarzucił na jej plecy, wyprowadzając ją z domu. Na niebieskiej sukience widać było plamy z krwi. Ktoś związał niedbale jej jasne, długie włosy gumką. Helena wydawała się być jeszcze drobniejsza, niż w rzeczywistości. Podszedł bliżej. Uśmiechnęła się blado i podniosła zabandażowaną dłoń, która w końcu nie krwawiła.

– Ile wyszło? – Nie zrozumiała pytania. O co mu chodzi?

– Ale czego?

– Szwów! – Zbladła jeszcze bardziej. Na samą myśl o szyciu znowu jej się zrobiło słabo.

– L..Lekarz powiedział, że dwanaście. – Opuściła wzrok na biało-zielone linoleum. Szum w głowie powrócił, nie miała siły na rozmowy, właściwie to na nic nie miała siły. Próbowała złapać oddech. Nie wiedziała co bardziej jej utrudniało tę prostą czynność: jego pytania czy to, że nadal była bardzo słaba.

– Czy..czy ja właśnie zapobiegłem próbie samobójczej? – Czuła jego wzrok na swojej ręce, na wenflonie, który teraz, kiedy było już po wszystkim, stanowił jedyne połączenie ze szpitalną salą.

– Raczej próbie zabójstwa.. – powiedziała to z grobową miną, więc zaczął myśleć, że to prawda. Nic nie powiedział, czekał.

– Byłam sama w domu, gotowałam właśnie obiad i siłowałam się z dużą puszką pomidorów. Wygrała..
Ich śmiech trwał 2 sekundy – w tym czasie Wojtek zdążył zauważyć niebieski kolor jej oczu i dołek w lewym policzku. Helena zesztywniała. Do sali weszła niska, krępa postać bez wyrazu twarzy. Biały czepek z czarnym poziomym paskiem nachylił się w ich stronę i zbliżył się na niebezpieczną odległość. Wojtek instynktownie popatrzył w stronę wenflonu, który nagle, bez uprzedzenia, zaczął poruszać się razem z igłą pod prawie przezroczystą skórą Heleny. Popatrzył jej w oczy, była przerażona tak samo jak on. Poczuł, że zaraz się przewróci.

– Kawaler usiądzie i oprze się o ścianę. – Niespodziewana fala życzliwości płynęła prosto z serca pielęgniarki, której twarz nagle zaczęła przybierać kształt twarzy Heleny, a następnie zamieniła się w białą, oślepiającą łunę światła. Na szczęście posłuchał ostatniego komunikatu przed utratą przytomności i nie wylądował na podłodze.

– No i masz ci los, oboje po jednych pieniądzach. Jak się nie wykrwawiają, to mdleją bo igły. – Helena uśmiechnęła się tak szczerze, jak tylko potrafiła. Nie odważyła się odezwać.

– Mój mąż też tak ma. – Odłączała kroplówkę posapując. – Nie wiem po co on się ze mną ożenił, może myślał, że jak będzie blisko igieł i szpitala, to będzie bezpieczniej?
Helena sama nie chcąc tracić przytomności, odwróciła się w stronę Wojtka, który leżał bez ruchu oparty trochę o ścianę, a trochę o jej ramię.

– Uratuje go pani? – zanim dokończyła pytanie, wenflon znikł, a pielęgniarka była już w trakcie policzkowania ocucania Wojtka.
Pół godziny później oboje – już w stanie w miarę nadającym się do funkcjonowania – wyszli ze szpitala i wsiedli do samochodu.

– Rany, to wygląda, jakbyś kogoś tu zamordował! – Na szybie, karoserii i na siedzeniu były plamy z krwi.

– Nikt nie ma dowodów, a ofiara jednak wydaje się żywa! – Było jej głupio, że poznali się w takich okolicznościach. Stefania spotykała się z Wojtkiem od kilku miesięcy, ale nigdy nie przychodzili do jej domu. Helena kiedyś widziała ich w centrum, idących po drugiej stronie ulicy. Szła z zakupami w przeciwnym kierunku, więc nawet nie miała jak im pomachać. Poza tym, nie chciała im przeszkadzać. Chłopak otworzył lusterko w osłonie przeciwsłonecznej i oglądał swoją twarz. Na jego szyi, przy linii ciemnych włosów, zauważyła ciemną smugę swojej krwi.

– Zobacz, prawie podbiła mi oko! – Popatrzył w jej stronę, uśmiechnęła się. Podobał mu się ten uśmiech. Był zupełnie inny, niż uśmiechy Stefanii, inny, niż wszystko, co znał. W tamtym momencie Helena uświadomiła sobie, że nikt oprócz Wojtka nie wie co się stało.

– Cholera, nie wzięłam z domu telefonu, pewnie dzwonili do mnie sto razy! – Zaczęła nerwowo się rozglądać, tak,  jakby jej telefon miał jakimś cudem znaleźć się w samochodzie.

– Spokojnie, dzwoniłem do Stefanii. Twojemu tacie zepsuło się auto, więc powiedziałem, że się tobą zajmę.

– Chyba nie poradziłabym sobie sama.. Dziękuję. – Popatrzyła na niego miło, tak jak się patrzy na chłopaka swojej siostry.

– Boję się myśleć, co by się stało, gdybym się tam nie pojawił w porę. – Uśmiechnął się i przekręcił kluczyk w stacyjce. – Jedźmy już stąd.

Dźwięk silnika samochodu uspokoił ją. Oparła głowę o siedzenie i niemal natychmiast zasnęła. Gdy to zauważył, specjalnie wybrał dłuższą drogę powrotu, a kiedy przyjechali na miejsce, przez chwilę jeszcze nie wyłączał silnika. Nie umiał powiedzieć dlaczego to wszystko zrobił, ale było w nim głębokie przekonanie, że musi się nią zaopiekować. Powoli otworzyła oczy.

– Jesteśmy.. – Powiedziała to z takim spokojem, o jaki nigdy by siebie nie podejrzewała. – Wejdziesz?

– Musisz odpocząć, lepiej wrócę już do siebie.

Chwilę później, po przywitaniu się z rodziną, stała w oknie. Przed domem, na chodniku widać było ślady krwi, które przypominały o wcześniejszych zdarzeniach. Na szczęście powoli robiło się ciemno, a chmury wyglądały na deszczowe.

Miała wrażenie, że w domu wszystko było jakby inne. Ktoś zajął się posprzątaniem kuchni, łazienki, przedpokoju – ukryciem dowodów – jak to nazwał ojciec. Rodzice chodzili wokół niej na palcach. Kazali się położyć do łóżka i nie ruszać poza próg sypialni. Kolejna dawka leków przeciwbólowych właśnie krążyła po jej organizmie, a Helena nie mogła wyjść ze zdumienia: po raz pierwszy nie musiała, nie mogła zadbać o wszystko i świat się nie zawalił. Nieprawdopodobne. Uśmiechnęła się i położyła do łóżka. Zasnęła od razu.

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Zdjęcie

Postanowiłam zrobić coś nieobliczalnego i przyjęłam postawione mi przez P. wyzwanie (więcej o wyzwaniu napiszę wkrótce). Cokolwiek się z tym projektem będzie działo później, już dziś wiem, że nigdy nie pisałam i nie rozmawiałam o pisaniu więcej, niż w ostatnich tygodniach. Będzie mi ogromnie miło, jeśli będziecie trzymać kciuki za tę historię, bo mimo, że piszę ją z myślą o sobie, piszę ją przede wszystkim dla Was.

Mam nadzieję, że Nie jestem niczym Wam się spodoba.

Rita

  • Monika Dąbrowska

    Czekałam i się doczekałam! A teraz czekam na ciąg dalszy :) Trzymam kciuki! Buziaki😘

    • sama bardzo się cieszę, że się doczekałaś! :) uściski!

  • oretavia

    Hm, bohaterka ma komórkę, więc zakładam, że historia dzieje się współcześnie. W takim razie bohaterowie musieli odbyć podróż w czasie 20 lat wstecz, bo pielęgniarki już od bardzo dawna nie noszą czepków. Widać jest Pani dobrego zdrowia i ze szpitalami nie ma Pani kontaktu, gratuluję ;)

    • haha to prawda :) tak czy tak, jeszcze parę lat temu można było spotkać pielęgniarki z czepkami – sama widziałam – a komórki na rynku są już od lat (wolę nie liczyć od ilu, bo czuję oddech starości na plecach :D)
      pozdrowienia!

  • Pięknie, Ritka! Pisz.

  • Pingback: Nie jestem niczym – Rozdział 2 | 100 Sukienek()

  • Dominika Wróbel-Górzyńska

    Rita, super! :-) Wciągnęłaś mnie mocno… pędzę do drugiego rozdziału :-)

  • Pingback: Nie jestem niczym – Rozdział 3 | 100 Sukienek()

  • Pingback: Rozdział 4 | 100 Sukienek()

  • Pingback: Nie jestem niczym – rozdział 6 | 100 Sukienek()