Nie jestem niczym – Rozdział 5

Stefania siedziała nieruchomo w fotelu naprzeciwko okna, niespokojnie trzymając sukienkę, w którą wczoraj była ubrana.

Po śniadaniu przyszła tu i nie mogła przestać myśleć o tym, co się właściwie wydarzyło. Niepokoiło ją, że wcześniej Helena zmroziła wszystkich swoim zachowaniem. Rozbicie kubka, wychodzenie z domu bez słowa – to zachowanie w ogóle nie było podobne do jej młodszej siostry. Ułożyła się wygodniej, podkulając nogi pod siebie. A co jeśli ona jest inna, niż wszyscy myślą? Przez moment cały ciąg wydarzeń wydawał jej się tak dopracowany, jakby Hela dokładnie zaplanowała całą taktykę, czekając tylko na pretekst do zrealizowania swojej małej wojny. No bo przecież mama nie powiedziała niczego złego. W każdym razie niczego, co mogłoby wywołać taką reakcję u zwykle opanowanej i cichej osoby.

– Mogę? – Drzwi do sypialni zaskrzypiały, a w oknie znowu poruszyła się długa po podłogę zasłona.

Tak, wejdź. – Ojciec podszedł do siedzącej w fotelu Stefanii. Usiadł na krześle obok i teraz oboje przyglądali się zasłonie. Przypomniało jej się jak wielokrotnie siadali w ten sam sposób w ciemnej sali kina, które zamknięto kilka lat temu. Helena chodziła po lekcjach na szkołę tańca, a oni w ukryciu przed nią i mamą wymykali się, żeby oglądać w kinie stare animacje Disneya i Warner Brosa. Uwielbiała to, że mieli z ojcem swój kawałek świata, do którego nikt inny nie miał dostępu. 

– Mama to źle powiedziała. – Stefania zmarszczyła brwi.

– Co masz na myśli? – Ojciec westchnął. Niezbyt często dało się go takiego zobaczyć. Zwykle trzeba było się wstrzelić, żeby zdążyć zadać mu jakiekolwiek pytanie. Teraz był dziwnie zamyślony. Jakby wokół niego nagle urosła chmura, przez którą co prawda można go widzieć, ale zupełnie niewyraźnie.

– Mama powiedziała, że myślę, że Hela zraniła się celowo. Ale powiedziała to tak, jakbym ją za to obwiniał. – Stefania obserwowała ojca kątem oka. Siedział nieruchomo, obok niej, w swojej chmurze. Kiedy zerknęła na jego twarz, zauważyła, że zmrużył oczy. Sama robiła tak za każdym razem, gdy chciała powstrzymać płacz, a już nie bardzo było jak.

– Ale to w takim razie co myślisz? Że co się stało?

– Chyba coś się z nią dzieje i nie chce nam powiedzieć. Myślałem, że może ktoś tu wtedy był, może groził jej, albo nie wiem, szantażował ją? – Stefania uśmiechnęła się pobłażliwie.

– Tato, przecież Hela nie ma wrogów.

– No właśnie, ale nie ma też znajomych. – Stefania zerknęła znowu w stronę ojca. Tym razem i on patrzył na nią. Przez chwilę wydawało jej się, że poprosi ją, żeby zaopiekowała się siostrą. Roześmiała się.

– Nie przesadzajmy, jest Maciek.

– Maciek, no tak. – Ojciec wrócił do poprzedniej pozycji, wydawał się jednak jeszcze bardziej przybity.

– Co tu robicie? – Głowa matki pojawiła się w drzwiach do pokoju. Zanim zdążyli cokolwiek odpowiedzieć kobieta pokazała im klucz hydrauliczny. – Kran przecieka, zajmiesz się tym?

***

– Dzięki wam przestałam na chwilę myśleć o tym, co czeka na mnie w domu.

Kiedy szli w stronę placu zabaw, słońce odbijało się w oknach osiedlowego bloku, rażąc ich w oczy.

– Hela, jeśli będziesz potrzebowała pomocy – z czymkolwiek – dawaj znać, dobrze?

Uśmiechnęła się, bo chyba właśnie to potrzebowała usłyszeć. Prawie przewróciła się na Maćka, kiedy mijało ich czterech chłopców na hulajnogach. Torebka zsunęła się z ramienia i w połowie pełna wody butelka potoczyła się w stronę trawnika po nierównej nawierzchni. Ich głowy zderzyły się, kiedy razem po nią sięgali.

– Rany! przepraszam! – Maciek był przerażony, na policzku Heleny zaczął pojawiać się czerwony ślad. Reszta twarzy bladła z każdą upływającą sekundą.

Chwycił dziewczynę, bojąc się żeby nie upadła i podprowadził ją do najbliższej ławki.

– Muszę usiąść… – Wydawało mu się, że Helena zaraz zemdleje.

– Masz, weź trochę wody. – Odkręcił butelkę. – Oprzyj się o mnie. Kurcze, dobrze, że nie ma rozcięcia! – Dotknęła nabrzmiałego miejsca palcami.

– Przyłóż może butelkę, jest chłodna, powinno pomóc.

– Jest ok, zostańmy tu chwilę. – Czuł jak Helena drży oparta o jego ramię.

– Chcesz bluzę?

– Nie… Dam radę. Zaraz mi przejdzie.

Na karuzeli kręciło się kilkoro dzieci w kolorowych ubraniach. Jeden z chłopców zeskoczył z krzesełka i zaczął coraz szybciej obracać resztę kolegów. Moment później wszyscy zaczęli przeraźliwie piszczeć a następnie śmiać się na całe gardła. Maciek zauważył, że Helena się trochę uspokoiła. Siedziała oparta o niego, z butelką przyłożoną do policzka i zamkniętymi oczami. Wydawało się, że otaczające ich dźwięki, po kolei rozluźniały każdy mięsień jej twarzy.

Maciek popatrzył na połamaną płytę chodnikową. Mógłby przysiąc, że jej fragment miał kształt mapy Czech. Nie wiedział co myśleć o tym, co się stało przed chwilą w domu. Był zły, że ojciec tak długo odwlekał rozmowę o wyjeździe, że wolał poczekać na wizytę Heleny. Co to właściwie miało znaczyć?

– Myślisz, że on będzie chciał wyjechać z Polski? – Wziął głęboki wdech. Helena poprawiła się na ławce, odsunęła tak, że teraz ich stopy były ułożone równolegle obok siebie.

– A czego byś chciał dla niego? – Maciek sam nie wiedział. Wypuścił z siebie powietrze. Powoli i spokojnie – ciekawe, bo sam zupełnie nie czuł się spokojny w tamtej chwili.

– Nie umiem tak łatwo powiedzieć. Zasłużył na objęcie w końcu poważnego stanowiska na uczelni. Tylko, co jeśli będzie mu brakowało jeżdżenia po świecie, odwiedzania uniwersytetów, rozmawiania ze studentami, ludźmi takimi jak on. Myślę, że to może być przeszkoda. No i język! Musielibyśmy się nauczyć nowego języka! Ja to jeszcze ogarnę, ale tata? Poza tym – przesunął nogę tak, żeby zakryć Czechy butem – gdzie byśmy się mieli tam zatrzymać? To przeprowadzka do zupełnie innego kraju, z dala od domu i co? Sprzedać to mieszkanie? Wynająć? Kto by tego pilnował? – Helena patrzyła przed siebie, powstrzymując się od przewracania oczami i przerywania chłopakowi. Cierpliwie doczekała, aż Maciek skończy.

– Brałeś pod uwagę to, że on mógłby jechać tam sam? – Maciek zacisnął usta, żeby powstrzymać wypowiedzenie słów, które miał w głowie. Wkurzało go, że nawet w tym momencie, kiedy Hela jest tak słaba i chora, potrafi zadać właśnie takie pytanie, jakiego wolałby nigdy nie usłyszeć.

– Chodźmy już lepiej. Pewnie się o ciebie martwią w domu. – Podniósł się z ławki i wyciągnął rękę, żeby pomóc dziewczynie.

Z okna pobliskiego mieszkania na parterze słychać było głośny śpiew Alicii Keys w duecie z piskliwym głosem jakiejś dziewczynki. Ciemnobrązowa fryzura co chwilę znikała i pojawiała się na takiej wysokości, że widać było ją przez okno z zewnątrz. Skakanie po łóżku pomagało fałszowaniu:

 

Some peeeeeople waaaaant it aaaaall

But I doooooon’t want nothing at aaaaall

If it ain’t you babyyyy

If I ain’t got you babyyyyyy

 

– Jezu ścisz to, nie mogę słuchać tego zawodzenia! – Kobiecy krzyk przebił się  przez głos piosenkarki.

– No przestań, przecież jest cicho!

Ojciec Heleny i Stefanii pogwizdywał pod nosem, pochylając się nad kuchennym kranem z kluczem szwedzkim w rękach. Kobieta podeszła do radia i znacznie je przyciszyła.

– Myślisz, że powinnam do niej zadzwonić? – Mężczyzna wyprostował się na chwilę i popatrzył w stronę żony.

– I co jej powiesz?

– Nie wiem, zapytam gdzie jest? – Odgarnęła nerwowo jasną grzywkę, która opadła na oczy.

– Daj spokój. Niedługo wróci.

Dzwonek do drzwi zabrzmiał dokładnie w momencie, kiedy skończyła się piosenka. Stefania przebiegła przez korytarz, żeby otworzyć.

– Gotowa? – Ręka Wojtka chwyciła szczupłą talię przysuwając dziewczynę tak blisko, że jej twarz znajdowała się 2 centymetry pod podbródkiem chłopaka. Pocałował ją w czubek głowy.

– Wcale. Chodź, poznasz moich rodziców.

Chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą w stronę kuchni. Ścisnął jej chłodną dłoń.

– Mamo, tato, poznajcie Wojtka.

– Dzień dobry, miło mi. – Ojciec wytarł rękę o spodnie, a następnie podał ją chłopakowi.

– Dziękuję za pomoc Heli wczoraj. Wygląda na to, że uratowałeś jej życie. – Wojtek uśmiechnął się zmieszany, rozglądając po pomieszczeniu. Ktoś perfekcyjnie zatarł ślady wczorajszych wydarzeń.

– Dzień dobry. – Matka podeszła bliżej, popatrzyła badawczo i lekko się uśmiechnęła.

– Idziemy do pokoju. – Stefania odwróciła się na pięcie i pociągnęła za sobą Wojtka.

– D… Do zobaczenia! – Wojtek rzucił zaskoczony zachowaniem dziewczyny.

– Może chcecie coś do picia?! – Słowa matki odbiły się od zamkniętych od wewnątrz drzwi sypialni. Wojtek zajął fotel, siadając na sukience, którą poprzedniego wieczora zapinał na plecach Stefanii. Przyciągnął ją do siebie, żeby usiadła na jego kolanach i mocno pocałował.

– Sok, czy herbata? – Rozpuszczone włosy dziewczyny dostały się między usta obojga.

– Mmm.. Sok. Pomarańczowy. – Wojtek odsunął się odgarniając ciemny kosmyk z jej twarzy, tak, żeby ułożyć go za uchem Stefanii.

– Chodź po picie! – Rozbawiony głos matki dosięgał ich nawet, kiedy siedzieli na fotelu naprzeciwko okna.

Dziewczyna wyszła do kuchni. Wojtek rozejrzał się po jej pokoju. Jasno żółte ściany kontrastowały z brązowymi meblami. Przy oknie sięgającym do samego sufitu stało małe biurko, na którym ktoś w pośpiechu porozrzucał kolorowe kosmetyki. Lustro oparte o ścianę pomnożyło bałagan przez dwa. Sięgnął po kryształową buteleczkę perfum. Znany zapach sprawił, że przed jego oczami pojawiła się smukła i jasna sylwetka Heleny, siedzącej tuż obok niego w szpitalnej sali.

– Proszę, twój sok. – Stefania stała za jego plecami. Obrócił się i pocałował ją odbierając szklankę.

– Jak ona się czuje? – Stefania odsunęła się od Wojtka. Zacisnęła zęby i natychmiast przypomniała sobie, że miała przecież niczego po sobie nie pokazywać. Uśmiechnęła się lekko.

– Myślę, że jest już lepiej. Wyszła rano z domu i jeszcze nie wróciła. – Podeszła do Wojtka i pocałowała go w policzek. Odsunął się.

– Ale jak to wyszła?

– Normalnie, Wojtek. – Starała się jak mogła, żeby nie podnosić głosu. – Helena jest dorosłym człowiekiem. Wyszła z domu. I jeszcze nie wróciła. – Dzieliła zdania na części, wypowiadając je tak, jakby uczyła się teraz tej kwestii na pamięć. Wojtkowi wydało się to przedziwne. Znał Stefanię i nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Dziewczyna chwyciła wczorajszą sukienkę i skierowała się w stronę wyjścia, pokazując, że zaraz wróci.

Zmrużył oczy. Wiedział, że Helena nie miała siły, żeby wychodzić na tak długo. Lekarz sam powiedział, że powinna się oszczędzać. W końcu po zabiegu przepisano jej mocne leki, które mają wpływ na samopoczucie, reakcje. Przecież straciła dużo krwi, no i musiała regularnie zmieniać opatrunki.

Stanął przy oknie i przesunął zasłonę. Za szybą widać było stare drzewo i kawałek osiedlowego skweru. Po chodniku szła Helena w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Odruchowo odsunął się od okna, ale po chwili znowu w nim stanął. Odsłonił je i teraz popatrzył już prosto na nich, czekając aż Helena go zobaczy. Rozmawiali pod klatką.

Wojtek nie zauważył, kiedy szklanka w jego dłoni stała się zupełnie ciepła. Nie zdawał sobie też sprawy z tego, że Stefania od kilku minut stoi za nim bez ruchu. Domyślała się kto jest za oknem. Nie spodziewała się tylko, że ten moment nadejdzie tak szybko. Była wściekła, że nie przewidziała scenariusza, gdzie kolejną dziewczyną, na którą będzie musiała uważać będzie jej własna siostra.

 

Photo by Jimmy Bay on Unsplash

  • Alinka

    Nieźle zbudowane napięcie. Czekam na więcej!

    • Bardzo dziękuję! Jutro do kawy kolejna część :)
      pozdrowienia!

  • Zastanawiałem się właśnie, jaka relacja łączy Wojtka i Helenę. Historia robi się coraz ciekawsza. Chętnie poczytałbym więcej na temat bohaterów.

    #Ritopisz we wtorkowy wieczór tym razem.

    • a jednak udało Ci się przeczytać! :)) jutro już kolejna część – będzie jak znalazł do porannej kawy!

      • Obiecałem, że nadrobię zaległości we wtorek. Jak obiecałem tak zrobiłem.