Nie jestem niczym – rozdział 6

Kiedy sprawy układają się naprawdę źle i może być już tylko gorzej, dzieją się niespodziewane rzeczy, które pozornie odwracają naszą uwagę od rozwiązań. Pozornie, bo to właśnie dzięki tym wydarzeniom odkrywamy, że potrzebne nam rozwiązania są bliżej, niż byśmy przypuszczali.

Helena nie spodziewała się, że powrót do domu zmieni w jej życiu tak wiele. Nie przeczuwała, że sprawy zajmujące jej myśli niebawem przestaną mieć znaczenie. Sięgając po klucze, zauważyła w torebce równo złożoną kartkę, która wyglądała zupełnie jak karty notesu w laboratorium profesora.

Zdążyła już dotrzeć do drzwi, więc zamiast przeczytać co jest na niej napisane, włożyła ją do kieszeni swetra. Chłodne powietrze klatki schodowej powoli i bezgłośnie wypełniało jej płuca, kiedy z ciszy po drugiej stronie drzwi próbowała wyczytać jakiekolwiek oznaki spodziewanych kłopotów. Miała ochotę się wycofać, wrócić do profesora i Maćka, spędzić tam resztę tygodnia, albo najlepiej miesiąca. Nie mogła jednak, czuła już, że opatrunek zaczyna żyć własnym życiem. Tętniący pod nim ślad po zabiegu nie dawał spokoju. Musiała opatrzyć ranę.

– Dam radę sama.

–  Hela, to poważna sprawa. Może… Może pójdę z tobą na górę, co? Daj sobie pomóc.

Chwilę wcześniej stali z Maćkiem przed wejściem do budynku, a ona już czuła, że musi iść do domu.

– Koniec zabaw, muszę się z tym zmierzyć sama. Dam radę. Jak zwykle. – Chwycił ją za ramiona i odsunął od siebie, jakby trzymał w rękach obraz, który właśnie zdjął ze ściany. Zabandażowana dłoń, czerwony ślad na policzku, zmęczenie i lęk w wielkich oczach. Chciał, żeby odpoczęła i najchętniej by ją uratował. Ratowałby ją z każdej sytuacji, byle tylko Helena znajdowała się w zasięgu jego wzroku. Chciał jej powiedzieć, że przecież mógłby odzwyczaić ją od tej ciągłej samodzielności i że wolałby raczej, by przywykła do niego. Zamiast tych zbyt odważnych słów, westchnął z rezygnacją.

– Idź i dawaj znać. Najwyżej po ciebie tu wrócę.

– Najwyżej po mnie wróci. Dasz radę Hela. – Powtarzała cicho, wkładając klucz do zamka.

Starała się bezgłośnie przemknąć do swojego pokoju, ale kiedy tylko przekroczyła próg domu, pęk kluczy spadł na ziemię. Z sypialni rodziców wychyliła się głowa ojca.

– Jesteś! Wszystko w porządku? – Podbiegł do córki i podniósł brelok z posadzki.

–  T… Tak. Muszę zmienić opatrunek.

Kiedy do niej docierało, że ktoś bezinteresownie chce jej pomóc, czuła się, jakby miała w ustach całą garść ulubionych w dzieciństwie, strzelających cukierków. Było to dla niej równie przerażające, co przyjemne. Ale zdecydowanie nie przynosiło spokoju. Spokój Hela odczuwała wtedy, kiedy mogła z wszystkim radzić sobie sama i nie potrzebowała pomocy. Czuła wtedy, że jest silna i potrafi pokonać wszystkie przeciwności. Zbyt często jednak zapominała, że nie zawsze jest z czym walczyć.

– Pomóc ci?

Zgodziła się. Chwilę później do jej pokoju przyszedł ojciec z apteczką w rękach.

– Dostałaś jakieś dodatkowe leki? Bo nie mogłem znaleźć w szafce. – Uśmiechnęła się pokazując stolik obok łóżka.

– Są tutaj

Mimo strachu o to, czy nie będzie wypytywał o wypadek, postanowiła dać ojcu szansę. Zresztą nie wyobrażała sobie, żeby ktoś inny mógł jej teraz pomóc. Stefania przecież mdlała na widok krwi. Spotkanie z mamą natomiast, chciała odwlec w czasie tak bardzo, jak to było możliwe.

W pokoju Stefanii na dźwięk upadającego pęku kluczy, Wojtek gwałtownie się odwrócił i stanął twarzą w twarz ze swoją dziewczyną. Nie miał nic na swoje usprawiedliwienie. Patrzyła na niego chłodnym wzrokiem.

– Od… Od kiedy tu jesteś? – Próbował ruszyć w jej stronę, ale nogi wydawały się być przyklejone do miękkiego dywanu sypialni. Stefania odsunęła się i wskazała mu drzwi. Była wściekła tak, że czuła w brzuchu ognistą kulę. Wiedziała jednak, że musi zachować spokój.

– Proszę, zdaje się, że przyszła. Idź do niej. – Zbiła go z tropu. Stefania zachowywała się dziwnie. Zauważył, że wypowiedzenie tej kwestii nie przyszło jej lekko.

Nic nie mówili. Helena zmęczona po całym dniu rozmów, siedziała na brzegu łóżka. Patrzyła jak ojciec rozwija ostrożnie bandaż a następnie przemywa resztki zaschniętej krwi i nakłada nowy opatrunek. Na koniec poszedł na chwilę do kuchni, wrócił ze szklanką wody i postawił ją na stoliku obok leków.

– Zjesz coś? – Hela skrzywiła się trochę, bo zupełnie nie miała siły jeść, ale wiedziała, że musi mieć cokolwiek w żołądku zanim weźmie lekarstwa.

– Muszę… – Zaczęła wstawać z łóżka, ale ojciec powstrzymał ją gestem.

– Kanapka wystarczy? – Uśmiechnął się jakby podarowanie córce takiej małej rzeczy było dla niego możliwością odbudowania mostu, który rano legł w gruzach. Helena uśmiechnęła się, myśląc o tym samym. Zaczęła podawać w wątpliwość, czy rano oby na pewno wszystko zrozumiała dobrze.

– Wystarczy cokolwiek. – Zanim zamknął za sobą drzwi zatrzymała go. – Tato?

– Tak?

– Dziękuję. – Popatrzył na nią ciepło i wyszedł.

Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej kartkę. Tak, zdecydowanie była to strona z notatnika pana Romualda. Papier lekko prześwitywał, więc jak nie znalazła żadnych podejrzanych śladów na zewnątrz, odczytała powoli wiadomość.

– Hej, mogę? – Głowa Wojtka pojawiła się w drzwiach, kiedy Helena składała list.

– Co ty tu robisz?

– Chciałem zobaczyć jak się czujesz.

Rana pod opatrunkiem przypomniała o swoim istnieniu. Dziewczyna miała wrażenie, jakby stado mrówek tańczyło wokół szwów.

– Słyszałem, że się nie oszczędzasz. – Hela poprawiła poduszkę za plecami, kiedy Wojtek siadał na fotelu tuż obok łóżka. Granatowe jeansy kontrastowały z białą pościelą w szare wzory. Długimi palcami odgarnął z czoła grzywkę nieustannie opadającą na jego jasnoniebieskie oczy.

– Wyszłam, musiałam to zrobić. – Wojtek zauważył, że unikała jego wzroku.

– Coś się stało?

– Nie chcę już o tym myśleć.  – Rozejrzał się po pokoju. Mimo, że siostry miały niemal takie same pomieszczenia, od razu można było zobaczyć jak Stefania i Helena się od siebie różnią. Patrzyły na niego postaci z obrazów na ścianach. U Stefanii ściany były puste, a na półkach stało zdecydowanie więcej zdjęć, niż książek.

– Bardzo ci dziękuję. – Powiedziała tym razem patrząc na niego. Wyciągnął rękę w jej stronę. Zauważyła to kątem oka, ale nie zareagowała. Ręką zatrzymała się na kołdrze tuż obok jej zabandażowanej dłoni.

– Cieszę się, że jest ci już lepiej.

– Spędziłam cały dzień poza domem. To trochę pomogło.

– Widziałem przez okno jak wracałaś z chłopakiem. Dobrze, że się tobą zaopiekował, ale…

– Maciek to mój przyjaciel. – W pokoju pojawiła się Stefania, a Hela odruchowo sięgnęła do kieszeni swetra, jakby chciała ochronić to, co w niej jest.

– Hej.

– Cześć. – Wzrok Stefanii uruchomił w świecie tryb zwolnionego tempa. Cała trójka zamarła w bezruchu. W tle słyszeli urywki rozmowy rodziców w kuchni, za oknem przebiegła grupka dzieci, przekrzykując się kto pierwszy dotrze do drzewa przy boisku. Dotyk papieru z wiadomością od profesora pomagał jej myśleć o czymś innym. Miała wrażenie, jakby tylko to trzymało ją przy życiu.

– Będziemy się zbierać. – Słodki głos przerwał niezręczną ciszę, która w głowie Wojtka i Heleny dłużyła się, jak wieczność.

– Daj nam sekundkę. Zaraz do ciebie wyjdę. – Głos Wojtka był równie słodki. Stefania zamknęła za sobą drzwi, kiedy Helena próbowała się zorientować, co właśnie zaszło.

– Co tu się wydarzyło?

– Hela, musimy kiedyś pogadać. Sam na sam.

– N…Nie wiem. O czym chcesz rozmawiać?

– Spokojnie, możemy po prostu pójść na kawę. Stefania ostatnio się dziwnie zachowuje. Chcę się poradzić.

– No dobra. Ale nie wiem czy w ogóle będę ci w stanie pomóc. – Wojtek uśmiechnął się, a na jego lewym policzku pojawił się dołek.

Chwilę później siedziała w pokoju, próbując zjeść kanapkę. Ojciec dziwnie spoglądał w jej stronę.

– Hela… chcę pogadać. Martwię się. – Wiedziała, że prędzej czy później dojdzie do tej rozmowy. Nie wiedziała tylko, co powiedzieć. Poczuła to nieprzyjemne uczucie w gardle, które zwykle przychodzi, kiedy mamy wrażenie, że wszystko się wymyka z naszych rąk i nie mamy ratunku. Nie była w stanie wydusić ani słowa.

– Chcę ci coś wytłumaczyć. – Nadal powoli przeżuwała pieczywo, próbując pozbierać myśli. Spojrzała na ojca. Wydawał się przygnębiony. Nigdy przedtem nie widziała go tak zgarbionego. Jakby na jego plecach siedział mały słoń.

– Tato…

– Spokojnie, niczego nie musisz mówić. To ja zawaliłem. Mogłem to powiedzieć od razu, ale sparaliżowało mnie. Chcę, żebyś wiedziała, że wcale nie oskarżam cię, że celowo sobie zrobiłaś krzywdę. Mama się źle wyraziła. Po prostu zauważyłem, że od jakiegoś czasu jesteś przygaszona, smutna, dużo czasu spędzasz sama w domu, nie masz apetytu. Pomyślałem, że może coś się u ciebie dzieje i nie mówisz nam, bo martwisz się, że czegoś nie zrozumiemy. A ja… A ja chciałbym, żebyś wiedziała, że możesz do mnie przyjść z każdym kłopotem.

Szyszka w gardle Heleny urosła do rozmiarów dużego grejpfruta, co spowodowało, że dziewczyna musiała mrużyć oczy z większą częstotliwością tylko po to, żeby nie zacząć płakać. Chciała mu powiedzieć co czuła.

– Jak tam nasza królowa? – Na progu pokoju stała matka, trzymając w ręku fartuch kuchenny. Przez kilka sekund żadne z nich nie było w stanie niczego powiedzieć.

– Zmęczona. – Hela nie była w stanie spojrzeć w stronę mamy.

– No na pewno! Cały dzień poza domem!

– Anka, daj już spokój. Zostawmy Helę w spokoju, pewnie chce się zdrzemnąć. – Ojciec odwrócił się w stronę dziewczyny i mrugnął porozumiewawczo. Fala ulgi ogrzała ciało Heleny.

– Zrobisz nam herbaty? Zaraz się zacznie ten film, o którym ci ostatnio opowiadałem.

Ostatnie słowa Helena usłyszała już z drugiej strony drzwi. Nareszcie została w pokoju sama. Wypiła przygotowane leki i wyciągnęła ze swetra list od pana Romualda.

“Droga Heleno.

Utknąłem i wiem, że bez Twojej pomocy nie uda mi się z tego wyjść. Nie mów niczego Maćkowi, chodzi o moją żonę. Spotkajmy się jutro przed południem w moim laboratorium.

R.”

Przeczytała wiadomość jeszcze kilka razy. Niczego z niej nie rozumiała. Z Maćkiem nigdy nie rozmawiali o jego matce. Złożyła kartkę i zamknęła ją w książce, leżącej między opakowaniami po lekarstwach. Przykryła się kołdrą i chwilę później zasnęła.

 

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

photo: Orlova Maria