Nie przeczytasz

Półtora roku temu.

Słyszę, że zraniłaś sobie stopę. Że stopa od kilku tygodni nie chce się goić a Ty nie możesz chodzić. Słyszę też, że nie chcesz iść do lekarza, czekasz aż się zagoi, stosujesz domowe sposoby na rany. Słyszę, że pijesz dużo wody. Myślę: to pewnie cukrzyca. Wiem, że to nie skończy się dobrze jeśli nic z tym nie zrobisz. A mam przeczucie, że właśnie tak będzie.

 

Rok temu.

Widzę Cię po raz pierwszy od pół roku, codziennie jednak docierają do mnie informacje o tym, że stopa nadal się nie zagoiła, że właściwie to w momencie gdy się trochę goi, Ty nagle z powrotem ją doprowadzasz przypadkiem do poprzedniego stanu, to niefortunnie uderzając w próg, to po prostu zbyt pewnie stawiając kroki.

Twoje dzieci i wnuki opuszczają dom, jedno po drugim. Przyznaj, uciekają od Ciebie trochę..Histeryczne napady złości to jeden (jedyny?) z Twoich sposobów na osiąganie tego, czego zawsze chcesz. Niestety, przynosi odwrotny efekt do rozmów z ludzką argumentacją, obnażającą to co czujesz.

Widzę, że bardzo schudłaś. Wiem, że nadal pijesz dużo wody, wiem też, że mówisz, że badania nie wykazały cukrzycy. Doskonale wiem, że kłamiesz. Zastanawiam się jaki jest Twój cel. Jestem ciekawa co chcesz osiągnąć. Cokolwiek to jest- niestety- mam przeczucie, że Ci się nie uda.

Jest mi przykro gdy patrzę na Ciebie. Ale wiem, że wszystko co się dzieje to suma Twoich wyborów, zachowań i wykrzyczanych słów. Gdy słyszę co u Ciebie, mam ochotę Tobą potrząsnąć. Boli mnie jednak bo wiem, że nigdy tego nie zrobię. Jestem zbyt młoda, żebyś mnie posłuchała. Bo co może wiedzieć młoda osoba, która jeszcze niczego nie przeżyła.

 

Pół roku temu.

Noga nadal nie zagojona. Ciebie jest jakieś trzydzieści kilogramów mniej. Co się stało z osobą, która zawsze tryskała energią? Gdzie podział się Twój śmiech, głos..

Wiem, że nadal nie przyznajesz się do cukrzycy. Wiem, że jej nie leczysz. Jesz normalnie, nie odmawiasz sobie słodyczy. Nadal pijesz mnóstwo wody. Nieodparte pragnienie. Nigdy nie zaspokojone. Widzę jakie to niestety metaforyczne i smutne. Jak bardzo przypomina mi Twoje życie.

Dzieci i wnuki opuściły Twój dom na dobre. Odwiedzają Cię, ale mimo, że nigdy się do tego nie przyznają, nie jesteś na ich liście priorytetowej ludzi do zobaczenia. W domu bywają rzadko. Wstyd im się przyznać, że nie chcą patrzeć jak nikniesz w oczach. Czują się winne, że wyjechały, ale równocześnie wiedzą, że nie chcą wracać. Choćby świat się walił. W środku wiesz o tym doskonale. Ale tak strasznie pragniesz poczucia ich obecności, że nawet sama przed sobą nie jesteś w stanie się do tego przyznać.

 

Tydzień temu.

Oddział chirurgii onkologicznej. Leżysz w szpitalu, po operacji. Nie ma to związku z cukrzycą, ale poszłaś do lekarza tylko dlatego, że przez ból nie mogłaś już normalnie funkcjonować. Zadaję sobie pytanie jak bardzo dokuczliwy był ten ból, że nie mogłaś już go znieść i się zdecydowałaś powiedzieć o nim lekarzowi.

Nie do końca zdajesz sobie sprawę co się dzieje wokół Ciebie. Widok nie jest dobry. Jesteś podpięta do kroplówki z morfiną, która oprócz ulgi dla Twojego ciała, niesie ulgę myśleniu. Twoje dzieci znalazły czas, żeby Cię odwiedzić. Cieszysz się tym czasem spędzonym razem. Przez morfinę nie potrafisz jednak wychwycić grymasu na twarzach, który pojawia się, gdy wchodzą do pokoju i czują zapach uderzający ich od progu. Nie widzisz też jak spuszczają wzrok uświadamiając sobie, w jakim stanie jesteś.

Jest już oficjalne, że masz ogromną cukrzycę. Po raz pierwszy w życiu jesteś na ścisłej diecie. Wszyscy wokół kręcą głowami. “To się stało tak nagle”- mówią do siebie zamykając za sobą drzwi do Twojej sali. Niewiele osób wie, że to nic nagłego. Jest we mnie złość. Na Ciebie. Bo wiedziałaś o wszystkim od początku i świadomie doprowadziłaś się do takiego stanu.

Niestety wiem też, że to nie jest koniec tej historii. Czarna sukienka, włosy zaplecione w warkocz, w smutek, złość, w troskę.

I znowu ta złość. Nie przeczytasz już..

photo

  • Im człowiek jest starszy, tym bardziej uparty i jest przekonany, że sam doskonale sobie ze wszystkim poradzi.

    • 100sukienek

      ręce mi opadają gdy tak jest. nie umiem znaleźć odpowiedzi dlaczego.

      • Parafrazując moją wypowiedź, im człowiek starszy, tym głupszy ;). Mimo tego całego doświadczenia życiowego. A może to po prostu wynika z wrodzonego egoizmu.

        • 100sukienek

          a może chodzi o kurczowe trzymanie się samodzielności i brak zgody na starzenie się? potrafię to zobaczyć, ale zupełnie nie potrafię tego zrozumieć.. :/

  • Paula

    W przypadku mojej rodziny to nie cukrzyca, ale dokładnie takie samo zapieranie się, wypieranie się, i udawanie, że nie ma problemu. A potem narzekanie, że źle się czuje, ale broń boże nie przypominaj, że dopiero co mówiła, że wszystko jest dobrze…

    • 100sukienek

      ech..szkoda słów czasem. ja nawet się nie odezwałam bezpośrednio do Niej w tej sprawie, ale próbowałam rozmawiać z rodziną.. ciężki temat to był…

      • Paula

        U nas są rozmowy, i wszyscy się zgadzają, oprócz Niej. Ona wszystko wie najlepiej, i tak Jej jest dobrze, i dajcie Jej wszyscy święty spokój, bo serial leci się zaczyna… Moja matka mi przypomina, że powinnam mieć więcej cierpliwości, bo kiedyś ona też będzie w takim stanie i będę musiała się nią opiekować. A mnie na to zimne dreszcze ogarniają, bo w sumie wiem, że to prawda, ale naprawdę nie wiem jak ja sobie z tym poradzę… No ale cóż, starość nie radość…

        • 100sukienek

          ochh…współczuję. to chyba najtrudniejszy typ upartości.. żeby go pokonać, trzeba być bardziej upartym niż druga osoba, postawić niemalże pod ścianą. znam bardzo dobrze, pisałam o tym w poście ‚Ty i ja’. mnie nie starczyło już sił, ale na szczęście nie musiałam walczyć do tego wszystkiego z chorobą. trzymaj się ciepło Paula.

  • Opisujesz wzór, który do bólu znam i tą samą bezsilność, którą czuję, gdy żadne porady nie działają i są z góry odrzucane, ale za to zaraz pojawia się narzekanie: na to, i to i jeszcze teraz tamto. Westchnienia i jęki mimowolnie wplatane do dialogów jako próba zwrócenia na siebie uwagi,a gdy ta kierowana jest ku rozwiązaniom i konkretom – przychodzą kolejne narzekania i ubolewania.
    Podobno jest na to metoda – okazanie miłości i prawdziwego ciepła, spędzanie czasu i poświęcanie uwagi, ale, no właśnie.
    Nic dziwnego, że wszyscy uciekają. Instynkt samoobrony jest jednak silniejszy, nie da się, trzeba siebie ratować.
    Wyrzuty sumienia też bolą, ale mniej niż ta obecność.
    Nie ma dobrego wyjścia i wiemy obie, do czego to prowadzi.

    • 100sukienek

      Dzięki za te słowa, czytam i myślę, że tak naprawdę ten komentarz odniósłby się też do tekstu ‚Ty i ja’. Trochę dziwnie mi to pisać, teraz wszystko oglądam z perspektywy, bo mnie tam już nie ma. Ale ani chwili nie żałowałam tamtej decyzji, chociaż trochę tęsknię za Nią i bardzo brakuje mi mojego ukochanego psa..Smutne..

  • Ana

    Trochę znam podobne emocje. A najgorsze w takich sytuacjach jest wykrzyczane przekonywanie, że to tej osobie niczego już nie trzeba, ale za to ty będziesz potrzebować jej pomocy. Gdy jest zupełnie odwrotnie… Zastanawia mnie zawsze, czy to tylko takie pokolenie czy wszyscy tacy jesteśmy, będziemy?

    • 100sukienek

      tłumaczę sobie, że to kwestia pokolenia, mam nadzieję, że my będziemy trochę bardziej znośni pod tym względem. komunikacja to chyba podstawa.. przyznawanie się do błędów, no i przede wszystkim akceptowanie upływu czasu..chociaż to ostatnie może być w przyszłości dla nas najtrudniejsze, bo kształtuje nas era kultu młodości. :)

      • Ana

        Oby pokolenia, choć obserwując świat nie da się nie zauważyć, że ludzie lubią się uczyć na własnym doświadczeniu, swoich błędach, a niekoniecznie na tym, co obserwują obok. Ale oby to nas nie dotyczyło.
        A ta era kultu młodości – oj, może nas zaboleć za kilka lat ;)

        • 100sukienek

          o nie..tzn. oby nie ;)

  • Karolina

    Czasami zazdroszczę ludziom, którzy mają mądrych i zdrowych rodziców, dziadków. Spędzają z nimi dużo czasu rozmawiając na różne tematy, dzieląc się radami, doświadczeniami, wspierając się nawzajem. Ja nigdy tak nie miałam. Za to już jako młoda dziewczyna miałam brzemię odpowiedzialności za dorosłych, którzy powinni być dla mnie podporą. W sumie historia podobna jak u Ciebie. Cukrzyca, potem udar, miesiące pielęgnacji, łez, bezsilności i ukrywanej złości. I też uciekałam od niej. Trudno się temu dziwić. Ta relacja wysysała ze mnie całą pozytywną energię. Byłam za młoda żeby poradzić sobie z tym inaczej, zabrakło życiowego doświadczenia, sił i cierpliwości.

    • 100sukienek

      to strasznie przykre to czytać, mam nadzieję, że nie obciąża Cię to teraz.. pozdrawiam ciepło.