Patrzysz czasem?

Zamykam za sobą drzwi i gdy schodzę po schodach, uważam, żeby tylko nie upaść. Wystarczy jedna chwila nieuwagi i kolejny raz będę leżeć, potem same kłopoty – nieraz już tak było – uśpiona czujność i nagle cały świat wirował.

Cukier, mąka, kakao – wyliczam w głowie, idąc niespiesznie chodnikiem. Pierwszy raz od kilku dni jest ciepło i świeci słońce, a ja już niemal zdążyłam się przyzwyczaić do ponurej pogody, chociaż, czy tak naprawdę można się do niej przyzwyczaić? Przygaszone kolory, stłumione dźwięki – pochmurną jesienią widzę Miasto tak, jakby zostało zbudowane na dnie szklanki, z której ktoś wcześniej wypił mleko.

Jajka, cukinia, sok pomarańczowy. Promienie słońca nie mają dziś litości i zaczynam odczuwać lekki ból oczu. Zanim przejdę 20 metrów poczuję go też na wysokości czoła i w okolicach kości policzkowych, a gdy pokonam kolejne 100 kroków, będzie szumiał już w całej głowie. Broda, skronie, szczęka. Jakbym powoli zanurzała twarz w misce bardzo zimnej wody. Niestety, z każdym kolejnym krokiem ból staje się coraz bardziej dokuczliwy. ‚Cholera, znowu to’ – Wyrywa mi się na głos. Próbuję odwrócić swoją uwagę od miarowego pulsowania, zsynchronizowanego z biciem serca.

Ryż, mleko, kwaśne żelki. Patrzę w dół na krzywe płyty chodnikowe – zmuszam się do raźniejszego marszu, żeby nie powłóczyć nogami, jak ten starszy pan, którego właśnie minęłam uśmiechając się do niego ciepło. Nie zauważył, gdy skupiony na procesie utrzymywania równowagi szedł podpierając się drewnianą laską.

Makaron, pomidory, oliwki. Zerkam na swoje dłonie i zaczynam zdrapywać z paznokci czerwony lakier, który właśnie teraz zaczął złośliwie odpryskiwać. Jestem w miejscu, gdzie mijają się dziesiątki anonimowych postaci, które udają, że nie widzą siebie nawzajem. Wiesz, czasem wydaje mi się, że nigdy nie nauczę się tej umiejętności. Spoglądam na przechodniów, a tak naprawdę czuję, że powinnam patrzeć w przestrzeń. Żeby nie poczuli, że naruszam ich strefę komfortu. Zimno, płasko, byle nie w oczy.

Parmezan, czosnek, cebula. Docieram do sklepu i słyszę rozmowę pary w średnim wieku. Gadatliwy mężczyzna flegmatycznie odpowiadający na pytania energicznej kobiety. Po chwili znam każdy szczegół planowanej kolacji. Pulsowanie znowu mocniej daje znać o sobie, nie mogę sobie przypomnieć, co było na liście do kupienia. Zabieram przypadkowe artykuły z półek, przeciskam się między tłumem ludzi. Wykładam wszystko na taśmę, dodaję jeszcze mocne tabletki przeciwbólowe.

Wychodzę. Jest ciepło, niosę zakupy starając się cieszyć słońcem na zewnątrz. Mijam ludzi, nie patrząc im w oczy. Z daleka widzę starszą kobietę, ubraną w ciepłą brązową sukienkę. Idzie wolno, wpatrując się w chodnik. Gdy zbliżamy się do siebie, podnosi wzrok i widzę załzawione oczy – czuję ukłucie w gardle, widzę, że ona też nie potrafi nie patrzeć. Mam ochotę chwycić ją pod rękę i poznać jej historię. Nie robię tego oczywiście, mijamy się po prostu. Obydwie z oczami czerwonymi od słońca. A może nie od niego.

A Ty? Patrzysz czasem?

 

Fotografia: Photos for Life 

  • Michał Turecki

    zdarza mi się obserwować ludzi, ale najczęściej jest to właśnie wzrok odwracany kiedy ktoś spojrzy na mnie. Nie wiem z czego to wynika. A tekst jak zwykle świetny.

    • 100sukienek

      ciekawi mnie to odwracanie wzroku, czasem zdarza mi się spojrzeć na kogoś i widzę jakiś mur. rozumiem, że jesteśmy sobie obcy, ale czasem, gdy mam ochotę poeksperymentować, po prostu uśmiecham się do mijanych ludzi. robisz tak czasem? mimo, że bardzo rzadko zdarza się, żeby ktoś odpowiedział mi tym samym, nie mam zamiaru zaprzestawać tych eksperymentów.
      co do tekstu, pisałam na przeciwbólowym rauszu i nie jestem do niego w 100 procentach przekonana..

      • Michał Turecki

        czasami się uśmiecham do ludzi, mniej więcej w połowie przypadków odpowiedzią jest uśmiech tej drugiej osoby. Ja kilka razy złamałem czyjąś barierę prywatną i podszedłem do smutnej dziewczyny i powiedziałem: uśmiechnij się, jesteś piękna. I sobie odchodziłem.

        • 100sukienek

          jaki uroczy! :) następnym razem jak będę mijać mężczyznę, który odwzajemni uśmiech, pomyślę o Tobie. ;)

          • Michał Turecki

            ale wiesz, że w obecnych czasach kiedy kobieta pierwsza uśmiechnie się do mężczyzny to facet najczęściej zacznie się zastanawiać gdzie jest brudny? :D

          • 100sukienek

            o rany, naprawdę?! to co mam zrobić żeby się uśmiechnął? :D

          • Michał Turecki

            nie no, może demonizuję, ale ja najczęściej tak właśnie reaguję :D

          • Ala

            ja czasami tak się zastanawiam i to niezależnie od tego, czy się uśmiechnie kobieta, czy mężczyzna :D

      • Czytałaś kiedyś którąś ze starszych części Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz? Taki uśmiech wysłany w stronę drugiego człowieka nazywał się tam Eksperymentalny Sygnał Dobra. ESD, prawie jak narkotyk ;)

        A ja się stale wpatruję w ludzi, nie umiem przechodzić całkiem obojętnie. Większość zostaje w mojej pamięci tylko na chwilkę, nieliczni na dłużej. Chyba tak musi być. Ale ludzie mnie fascynują, więc patrzę, zaglądam… czasem odgaduję ich historie :)

        • 100sukienek

          nie czytałam, ale podoba mi się ESD! co do zapamiętywania ludzi to jestem w tym fatalna – mam ogromny problem z rozpoznawaniem twarzy, ciągle mylę osoby, nic nie działa! a odgadywanie historii, tak, często mi się zdarza. to przez tę cholerną empatię. ;)

          • Tak, ta empatia, zdrajczyni jedna. Najlepsza i najgorsza rzecz w życiu.
            A ja do tego wszystkiego jeszcze zapamiętuję twarze. Jestem wzrokowcem :)

          • 100sukienek

            najgorzej! albo najlepiej! ;)

          • Ala

            A próbowałaś zwrócić większą uwagę na sylwetkę i sposób poruszania niż na twarz? U mnie to działa :D

        • Ala

          Tylko patrzysz i zaglądasz? Mnie czasami się zdarzy aż obejrzeć i skomentować na głos (ale staram się, aby to były same pozytywne komentarze, a te złe zachowuję dla siebie).

  • Monika Dąbrowska

    Najczęściej „wyłączam się” na mijanych ludzi. Zawsze jednak patrzę w oczy i uśmiecham się przy jakiś drobnych interakcjach… Np. kiedy mijam się z kimś w drzwiach. Ale problem mam, kiedy dostrzegam, że ktoś z tych obcych ludzi płacze… Mam ochotę podejść i przytulić, nawet nic nie mówić, tylko nie pozwolić tej osobie być samej… Jednak w najlepszym wypadku kończy się to podaniem chusteczki i delikatnym uśmiechem. Dlaczego? Brakuje mi odwagi, aby przyjąć cokolwiek, co miałoby się stać dalej.

    • 100sukienek

      niesamowita jesteś… :) od jutra zacznę nosić ze sobą chusteczki.

      • Monika Dąbrowska

        Tak w ogóle, to z tematem, który poruszasz skojarzył mi się ten filmik: http://vimeo.com/88916863
        Myślę, że coś w tym jest…

        • 100sukienek

          niesamowite, nigdy nie zastanawiałam się nad tym, ale to najwyraźniej strefa komfortu nie pozwalająca nam na poruszanie się obok kogoś kogo nie znamy. z kolei na odwrót, idąc z kimś znajomym czuję się nieswojo gdy jedno z nas przyspiesza lub zwalnia kroku. dziękuję za film!

  • Już nie raz starałam się przełamać i ,,patrzeć”, ale jakoś nie potrafię. Wynika to chyba z mojej nieśmiałości wobec obcych osób. Nawet mówiąc dzień dobry komuś z mieszkańców kamienicy jakoś serce mi przyśpiesza ze stresu.
    Dziwnie się czuję patrząc na kogoś, a jeszcze dziwniej gdy czuję kogoś wzrok na sobie. Zupełnie inaczej reaguje na spojrzenia, kiedy jestem w rodzinny stronach, gdzie większość ludzi znam, chociaż z widzenia, a zupełnie inaczej w Poznaniu, gdzie codziennie spotykam setki obcych osób. W dużych miastach nasza anonimowość jest aż przerażająca…

    • 100sukienek

      o tak, tylko właśnie najgorsze jest to, że w dużych miastach ludzi traktujemy jak masę, a tak naprawdę przecież to są pojedyncze jednostki, osoby, które są tak jak my, spięci na samą myśl, że ktoś mógłby na nich patrzeć. :)

      • Nie to co na wsi, każdy każdego zna, do każdego się odzywa. Tego mi chyba najbardziej brakuje w mieście. Tu wszystko przychodzi trudniej nawet taka błahostka jak uśmiech.. :)

        • 100sukienek

          najzabawniejsze jest to, że w wielkich miastach często mieszkają ludzie, którzy wychowali się w mniejszych miejscach. czyżby tak bardzo weszli w konwencję wielkomiejskości? dziś usłyszałam od znajomego ciekawą historię: kiedyś przyjechał z Warszawy do Krakowa w dzień kobiet i na Floriańskiej jakaś staruszka sprzedawała żonkile. kupił od niej wszystkie kwiaty i zaczął rozdawać kobietom wokoło. kilka dni później jego znajomy przysłał mu link do artykułu w gazecie, w której dziennikarz rozpisywał się jacy to Krakowianie są przyjemni dla siebie i jak to w tym (prawdę mówiąc) niewielkim mieście mieszkańcy obdarowują kwiatami kobiety. załączone było jego zdjęcie. znajomy napisał do redakcji, że był przejazdem w Krakowie. nie odpisali ;) myślę, że to czy zauważamy ludzi wokół to zależy od tego jakimi jesteśmy ludźmi i jakie mamy nastawienie, a nie od tego skąd pochodzimy. (ale mogę się mylić ;))

          • Chyba winne jest to, że wielu ludzi ze wsi wstydzi się tego i dlatego starają się zachowywać się tak jak wszyscy wokół. Mieszkam dopiero drugi rok w Poznaniu i dopiero teraz przełamuje strach przed miastem. Wcześniej siedziałam często zamknięta w czterech ścianach mieszkania. I chyba dopiero teraz zaczynam powoli dostrzegać jednostki w tłumie :)

          • 100sukienek

            uff! wychodź jak najwięcej! Poznań jest wspaniały! :)

  • m.

    Prawie zawsze obserwuję, patrzę w oczy. Dziś miałam przerwę, chodnik mnie swoim wzrokiem przyciągnął.

    • 100sukienek

      mam nadzieję, że obeszło się bez rannych! chodniki są podstępne. :)

  • Ja sobie nie zdawałam sprawy jak bardzo unikamy kontaktu wzrokowego, póki nie wyjechałam do Azji (Malezji i Kambodży), gdzie wszyscy uśmiechają Ci się w twarz i witają. Po powrocie to był mocny szok, ze ludzie nie odwzajemniają uśmiechu. A potem miałam siniaka pod okiem i połowę twarzy spuchniętą, więc bylo mi głupio się patrzeć na ludzi… teraz nawet się uśmiecham (nie zawsze, ale nie tylko w wyjątkowych sytuacjach), ale nie chcę się zatrzymywać, poznawać historii, ewentualnie usłyszeć, że „fajne spodnie!” albo odpowiedzieć na „jak dojść na ul….”.

    • 100sukienek

      och, to musiało być okropne! i ten siniak..mam nadzieję, że już się nie zdarzyły później.