Piekarnia

Zwykle budzi się o 3 nad ranem. Niezależnie od pory roku, pokój wypełnia wtedy miękkie światło latarni stojącej przy oknach mieszkania. Chwyta sukienkę, wymyka się cicho z sypialni i zaczyna przygotowania do wyjścia.

Ma jasną i gładką skórę, jasne włosy, delikatne zmarszczki wokół oczu. Jej codzienny rytuał przed lustrem trwa zaledwie kilka minut: tusz do rzęs, róż na policzki. Zanim wyjdzie z domu wypije filiżankę kawy z mlekiem, zajrzy do małego pokoju na końcu korytarza i upewni się, że chłopiec śpi.

Dwa obroty kluczem w zamku i trzydzieści schodów później wymyka się na zupełnie pustą ulicę. Lubi dźwięk swoich kroków odbijający się echem po drugiej stronie jezdni. Dziesięciominutowy marsz kończy się przy drzwiach do jej ulubionego miejsca w tym mieście. Wyciąga pęk kluczy i bezbłędnie wybiera z niego jeden, pasujący do zamka od białej ozdobnej kraty chroniącej wejście. Kolejny klucz otwiera ciemnoniebieskie drzwi. Na witrynie napis piekarnia.

***

Tego dnia, gdy podeszła do piekarni zauważyła coś dziwnego: mały rulon papieru przywiązany za pomocą lnianego sznurka do kraty. Rozejrzała się wokół czy czasem nie ma nikogo w pobliżu. Odwiązała pakunek i schowała go odruchowo do kieszeni swetra. Otworzyła piekarnię, weszła na zaplecze i zaczęła pracować jak codziennie.

***

Każdego ranka piecze kilkadziesiąt chlebów, bułki i bagietki. Codziennie zaczyna wypiek o 4 nad ranem. Ma trzy godziny do otwarcia swojej piekarni. Na szczęście piec jest na zapleczu sklepu, więc gdy kończy jedną serię, kolejna czeka w kolejce. Rano, długo przed szkołą, do piekarni przychodzi jej syn. Razem zjadają kajzerki z masłem i miodem. Popijają je mlekiem prosto z lodówki. O 7:00 otwierają razem sklep. Wtedy, gdy jest największy ruch, syn zajmuje się pilnowaniem rosnących w piecu bagietek i chlebów, kobieta obsługuje kupujących.

Ludzie przychodzą tu z całego miasta, bo pieczywo wypiekane w tym miejscu smakuje tak, jak kiedyś. Przed piekarnią jest mały plac, wokół którego stoją ławki. Około 9 rano niemal wszystkie z nich są zajęte przez osoby, które przychodzą tu z papierowymi kubkami wypełnionymi kawą. W drugiej ręce każdy ma to bagietkę, to piętkę gorącego chleba. W środku sklepu, na drewnianym blacie stoi prostokątny ceramiczny pojemnik wypełniony schłodzonym masłem. W sztywną masę wbite jest kilka drewnianych noży. Każdy, kto kupuje tu pieczywo, może zjeść od razu na miejscu kawałek posmarowanego przez siebie chleba. Wyobrażasz sobie ten zapach? To właśnie stąd bierze się poranne zamieszanie na placu.

Piekarnia zamyka się około 10:00. Wtedy kobieta przysiada na ławce najbliżej jej sklepu i obserwuje z daleka zgromadzonych ludzi. Zanurza się w ten obraz tak jak Amelia zanurzała dłoń w worku pełnym ziaren. W jednej ręce trzyma filiżankę z pachnącą kawą, druga ręka sięga do kieszeni, w której zawsze znajdują się trzy kolorowe szklane kulki, podkradzione z kolekcji jej syna. Małe przyjemności.

***

O przesyłce zapomniała do momentu, aż nie sięgnęła do kieszeni wychodząc po porannej zmianie.

Gromadzący się na placu ludzie zagłuszają bicie mojego serca. Lubię myśleć, że Pani serce kiedyś usłyszy jak bardzo kawa, którą piję tu codziennie jest niepotrzebna, gdy tylko jest Pani obok.

Zwinęła rulon i z powrotem włożyła go do kieszeni. Nie miała pojęcia kim jest człowiek, który do niej napisał. I nie mogła przestać myśleć. Kiedy ostatnio ktoś napisał do niej list? Obserwowała twarze zgromadzone na placu i zastanawiała się czy on tam gdzieś teraz jest.

Był.

Wcześniej kupił jak co rano bagietkę, z której jak zwykle oderwał kawałek i posmarował go świeżym masłem. Dziś jednak jego ręce drżały bardziej niż co dzień. Na szczęście nikt tego nie zauważył. Usiadł na ławce po drugiej stronie placu, tej ustawionej bokiem do wejścia sklepu i już nic nie było jak dotąd. Miał wrażenie, że nawet powietrze, którym oddycha ma zupełnie inny zapach.

Gdy zamknęła piekarnię po drugiej zmianie, wieczorem, przywiązała do kraty odpowiedź.

Jeśli zaczniemy pisać tu o miłości, już nic nie będzie takie samo.

Rano była nowa wiadomość. Odczytała ją jeszcze przed otwarciem sklepu.

Zacznijmy.

Gdy piętnaście tygodni później siedzieli obok siebie na ławce przed piekarnią, powiedział cicho:

-Wtedy, gdy przyszedłem tu po raz pierwszy, twój wzrok wykradł mi z głowy wszystkie słowa. Nie byłem w stanie nic powiedzieć, chociaż chciałem wyrazić wszystko. Dlatego napisałem.

-Dobrze, że jesteś. – Poczuł dotyk jej miękkiej dłoni w całym ciele* i uświadomił sobie, że Ona jest jego domem.

 

*Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa – H.Murakami

Zdjęcie: Paweł Kolankowski

 

  • ano

    Jaki klimat ! Super, a Murakami jest co kilka tygodni/ max miesięcy ze mną i w mojej głowie. Ja chce zjeść ten chleb.

    • ja też!! chciałabym mieć blisko do takiego miejsca :) #teamMurakami <3

  • sink.zodiac

    magia, magia, magia :)