Śnienie

Im więcej piszę, tym gorzej mówię. – Nauczyłam się tego zdania na pamięć, bo usprawiedliwia zanikającą umiejętność mojego wysławiania się w odpowiednim czasie.

Czyli na przykład zanim kelner, który zadał mi przed sekundą pytanie, zniknie kilka metrów dalej, odnosząc mój pusty talerz z zaszyfrowaną wiadomością dla kucharza.

-Co tam robisz? – Nie pamiętam już, czy kilka minut wcześniej na Twojej twarzy bardziej było widać rozbawienie, czy zażenowanie zaskoczenie. Może było po równo. W każdym razie, Ty poprawnie zjadałeś swoją zupę, podczas gdy ja układałam na talerzu kulki wydrążone z kwaśnych ogórków i z całym szacunkiem zamieniałam krem z avocado i cytryn w płatki kwiatu nieokreślonego gatunku.

-Od niedawna, kiedy smakuje mi jedzenie w jakimś miejscu, z pozostałości po posiłku układam na talerzu obraz dla szefa kuchni. – Odpowiedziałam smutna, martwiąc się, że miałam trudność z wypowiedzeniem do kelnera tak prostego zdania, ale też dlatego, że dowód uznania prawdopodobnie nie dotrze do adresata.

Ciągle coś piszę. Albo myślę o pisaniu. W głowie powstają mniej, lub bardziej okrągłe zdania. Częściej słucham niż mówię, dużo czytam, jestem staram się być wnikliwym obserwatorem. Czasem w tramwaju poczuję zapach starego płaszcza, który mi o czymś przypomina i zaczynam notować- otwieram aplikację i piszę kilka-kilkanaście zdań, które później stają się częścią czegoś więcej.

Boję się czarnego prochowca, złota na palcu i przetłuszczonych włosów. Boję się zapachu alkoholu, który czuć rano w komunikacji miejskiej. Boję się przemakających butów, kaszlu od papierosów, zapachu brudnych, znoszonych czapek i szalików. Dławi mnie gorzki zapach damskich perfum.

Zapisując to wszystko, mam nadzieję, że mężczyzna stojący nade mną nie patrzy – nie mam odwagi rozejrzeć się, żeby sprawdzić, że rzeczywiście tak jest. Żałuję trochę, że nie ma w tej czynności żadnego polotu, żadnych serwetek w restauracji, czy śladów po szmince – jedynie pliki o nazwie: do wpisów, bez tytułu, cytaty, sny. Mogłabym się bardziej postarać.

Chodzę w miejsca pełne książek i zachwycam się ludźmi, a potem wpisuję ten zachwyt do telefonu:

Stała w księgarni przy regale z listami i dziennikami: Marquez, Lem i Mrożek, Vonnegut, Braunek, Lindgren, Umer i Osiecka. ‚Nikt nie miał tak ładnej twarzy jak Ty’ – przeczytała pod nosem, gdy usłyszała głos zbliżającej się w jej stronę osoby. W pół sekundy wyobraziła sobie oczytaną, dojrzałą, silną kobietę, która z pewnością wie, czego chce. Gdy obróciła głowę w jej kierunku, zobaczyła kruchą postać: babcię z długimi, spiętymi w biały kok włosami. Delikatnie pomalowana, zadbana twarz, długa kurtka, spódnica, czarne miękkie zimowe buty. W jednej ręce trzymała dwie kolorowe reklamówki, a w drugiej książkę. Kierowała się do kasy. Chłopak, który ustawiał książki na wyższych półkach, zeskoczył z drabinki żeby ją obsłużyć. Jeśli można powiedzieć o kimś, że wraz z jego obecnością tworzy się atmosfera wprawiająca wszystkich w zdumienie [właściwie bez jakiegoś konkretnego powodu], to właśnie ta staruszka była taką osobą.

-Czy mają państwo pocztówki?

Odwróciłam wzrok udając, że czytam książkę, którą trzymałam w dłoni. Podsłuchiwałam – owszem. Nie mam niczego na usprawiedliwienie. Gdybym była mężczyzną w podeszłym wieku, z pewnością odezwałabym się do tej kobiety i postarała, by umówiła się ze mną na herbatę w samo południe następnego dnia. Jedyne na co się odważyłam, to serdeczny uśmiech w jej stronę. Wyszłyśmy razem przez szklane drzwi. Zatrzymałam się (z rozsądku) przed witryną księgarni, ale odprowadzałam ją wzrokiem tak daleko, aż nie zniknęła w tłumie ludzi spacerujących po rynku.

***

Tak to właśnie wygląda. Zapisuję mikromomenty, odczucia, sentymenty, ułamki chwil. Nieświadomie piszę sceny do książki. Wszystko jest jak śnienie, a wiem z doświadczenia, że niezapisany sen znika w jednej chwili. Mimo, że dotąd wielokrotnie byłam świadkiem niezwykłych sytuacji, wielu z nich nie zapamiętałam. Reagowałam podniesieniem brwi, zmrużeniem oczu, czy ściśnięciem kamyka, który zawsze jest w kieszeni mojej kurtki. Teraz zmieniło się tylko to, że zapisuję. Zapominam o tych momentach na jakiś czas, a później gdy siedzę w kawiarni pisząc kolejną scenę, przypomina mi się, że trzeba zrobić porządek w folderach notatnika w telefonie. I pisze się. Mam nadzieję, że umiejętność wysławiania się, ciętych ripost i reagowania w odpowiednim momencie na komunikaty kierowane w moją stronę wróci mi szybciej, niż na wiosnę.

Zdjęcie: Paweł Kolankowski

  • Twoje reakcje i relacje z innymi nie muszą być fizyczne, w twojej głowie są doskonałe. Nie gań się za to.

    Kiedyś nadejdzie ten dzień, że je zwerbalizujesz. Oby szybciej niż na wiosnę. Czyli masz jeszcze kilka miesięcy.

    • Tak, jest jeszcze trochę czasu! :) fajnie, że zajrzałaś!

  • Ostatnio jeden z czytelników zadał mi pytanie, odnośnie mojego pisania.

    I wtedy napisałam mu tak:

    ‚To są strzępki emocji, ułamków chwil, które udaje mi się złapać w locie, poczuć albo zaobserwować. Dotknąć, zobaczyć, odebrać całą sobą. To jest wciśnięcie biało-pomarańczowej ikonki ‚notatka’ na ekranie telefonu, i zapisanie w niej, choćby chaotycznie tego, co jest, tu, teraz, co trwa, nim umknie, bo te myśli się już nie powtarzają.

    No i jest długopis i kalendarz z granatową okładką, choć ten na 2016 jest z czerwoną, to jeszcze póki co leży nietknięty.

    Przemycam czasem w całości siebie, jakiś mój element, sposób postrzegania. Jak mawia Zorka – zmieniam dekoracje.

    Małgorzata Halber mówi o sobie, że mogłaby być patrzeniem i słuchaniem.
    Ja chyba też’

    Bardzo, ale to bardzo dobrze Ciebie rozumiem.
    Albo mogłabym nawet zanucić… ‚Mam tak samo jak Ty… Miasto moje a w nim… Najpiękniejszy mój świat… Najpiękniejsze dni… (…)’

    Wszystkiego dobrego!

    M.

  • ka

    jak usłyszałam ostatnio, że piszę bardzo podobnie do tego, jak mówię i że nie jest wcale trudno odnaleźć mój realny obraz między linijkami, to urosłam. bo ja z kolei zawsze mówiłam, że „lepiej piszę niż mówię” ;-).

    ps. jest kilkanaście minut po siódmej, jestem już przy końcu porannej kawy, zaczęłam dzień całkiem przypadkiem od tego tekstu i
    chciałam ci napisać, że dzięki niemu ten dzień zaczął się jakoś delikatnie, kojąco to wyrwanie ze snu koło piątej i z zapowiedzią, że będzie cholernie fajnym dniem, ale – jak na ironię! – ciężko mi znaleźć trafne słowa. im więcej cię czytam, tym gorzej piszę? ;-) a raczej: w stosunku do moich kilku zdań, twoje zgrabne słowa i akapity idealnie trafiające w mój gust i to, co lubię, pozostają po prostu bezkonkurencyjne.

    • niesamowicie miło mi to czytać, obudziłam się i ten komentarz był pierwszą rzeczą, jaką przeczytałam dzisiaj :)
      chwytając momenty nie patrzę na to, w jaki sposób je opisuję, bo liczą się sekundy. później, w procesie edycji jest czas na wycinanie, przenoszenie, wygładzanie. nie przejmuj się więc, tylko pisz!
      PS jeśli mówisz tak jak piszesz, to musimy się kiedyś spotkać, tylko wstrzymajmy się do momentu, aż będę już mogła normalnie wyrażać to, co w mojej głowie, dobra? ;)

      • ka

        czyli na wiosnę! a jak nie przejdzie, to wezmę trzy butelki wina, po których nie tylko będziesz normalnie wyrażać to, co myślisz, ale zostaniesz od razu poetką, gwarantuje ;-).

  • Pięknie jest mieć tak oczy i uszy otwarte na rzeczywistość a przelanie ich na papier to już kunszt:)

    • trudna sztuka obserwacji i słuchania, zadawania odpowiednich pytań. :) ale za to niezwykle opłacalna. :)

  • Konwenanse Blog

    Mam podobnie. Wszystko staram się dokładnie zapamiętywać, zapisuję, a często też wyobrażam sobie, co by było gdyby. Np. gdyby ta starsza pani z postu odwróciła się i zaprosiła Ciebie na kawę i ciasteczka :)

    • :)) kuszące takie zastanawianie się ‚co by było gdyby’
      pozdrawiam!

  • sink.zodiac

    A myślałam, że tylko mnie nachodzą w biały dzień magicznie myśli :) dzięki, że piszesz!

    • dziękuję, że czytasz! :) bardzo mi miło!