Ty i ja

2 lata temu

Jest środek zimy, 8 rano. Odwiedzam Cię bez zapowiedzi, z kimś nowym. Zaskoczona, ale uradowana witasz nas od progu. Nie masz pojęcia, co właśnie się stało w moim życiu. Ja też do końca nie zdaję sobie z tego sprawy.

Po nieprzespanym dniu i nocy idę z nim do pokoju na górze. Wyłączamy głos w telefonach i tak naprawdę tylko Ty wiesz, gdzie jestem. Nie możemy zasnąć. Oboje jesteśmy rozdygotani i myślimy jak powiedzieć innym o naszych emocjach. Boimy się, że stracimy wszystkich, których dotąd uznawaliśmy za najbliższych przyjaciół, nie jesteśmy w stanie przestać myśleć. Na szczęście Ty nie pytasz o nic, jestem Ci wdzięczna.

Wiosna.

Zdruzgotana urwanym w najlepszym momencie związkiem, wprowadzam się do Twojego domu. Pewnego wieczoru rozmawiamy o tym miejscu, o Dziadku, którego już nie ma, o Waszym wspólnym życiu. W nieokreślony sposób czuję jego obecność i przyzwolenie na życie tutaj. Jakby mnie przytulił i powiedział, że znajdę spokój.

Lato

Obserwuję Cię. Z każdym dniem poznaję Cię coraz bliżej. Ciężko dostrzec mi nowe dobre cechy, a to dla mnie jedna z najbardziej przykrych rzeczy, jaką mogłabym poczuć na temat drugiej, mimo wszystko bliskiej osoby. Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy skazane na siebie i mieszkając razem musimy jakoś się dogadać. Nie jest to łatwe, niestety. Widzę jak nie potrafisz przyznawać się do słabości. Tu nie chodzi o narzekanie na zdrowie. To trudność w mówieniu Proszę, czy możesz mi pomóc?, próbuję z tym walczyć. Wiem, że to może ułatwić Ci życie, zwłaszcza w Twoim już wieku. Ty masz jednak tak wielki opór w sobie, że rozmowy o Twoim podejściu do życia, relacjach z innymi ludźmi, wnukami, dziećmi, kończą się Twoim wychodzeniem do pokoju i roztrzęsieniem. Jest we mnie złość na to, że tak strasznie utrudniasz sobie życie. Nie ma we mnie na to zgody.

Jesień

Jedziemy przez las i pokazuję Ci jak jest pięknie. Ty mówisz tylko – No i co z tego, jutro ma być zimno i padać. Zapala mi się czerwona lampka. Już po raz kolejny. Zatrzymuję samochód i próbuję otworzyć Ci oczy. Krzyczysz, że nie masz z czego się cieszyć. W myślach krzyczę – Ja też nie mam – ale milknę, cała wściekła na Ciebie i z bezsilności.

Pół roku później

Czuję jak bym mieszkała w mieście kotów Murakamiego. Czas płynie tu inaczej, wolniej, a ja mam problem z wydostaniem się stąd. Myślę już kolejny raz o wyprowadzce. Po raz pierwszy było to miasto tuż obok, tym razem myślę o większej odległości. Mówisz I tak Ci się nie uda, po co to? a Twoje słowa tym bardziej utwierdzają mnie w moim przekonaniu, że chcę stąd wyjechać. Zmieniasz więc taktykę, mówisz Jedź, skoro tutaj Ci źle. Dwanaście rozmów na ten temat i znowu zmieniasz taktykę. Manipulujesz mną, żebym czuła wyrzuty sumienia, że Cię zostawiam. Jeżdżę z Tobą do lekarzy, co najmniej raz w tygodniu. Gdy rozmawiasz ze mną zmieniasz ton głosu na taki, w którym słychać zmęczenie życiem.

Czuję, że duszę się w tym domu otoczonym zielonością. Czuję, że muszę uciekać z miejsca, gdzie wystarczy otworzyć okno, żeby usłyszeć szum lasu i śpiew ptaków. Trawa jest zawsze zieleńsza po drugiej stronie – mówią do mnie ludzie. Ale ja już mam dosyć tej zieloności. Chcę do miejsca, gdzie tylko w weekendy będę czuła, że czas zwalnia. Zostawisz ją tutaj tak samą i wyjedziesz? – zadają mi pytania osoby z rodziny. Tak– odpowiadam – Zostawię. Bo nie mogę odmawiać sobie swojego życia. Może jestem według niektórych bezduszna. Jednak wiem jedno: nie będzie próby generalnej. Chcę żyć tu i teraz. Tylko gdzieś indziej.

Jeszcze tylko przez chwilę w myślach, zakładam sukienkę. Maluję usta, oczy. Wychodzę. Zabieram walizkę. Nie patrzę wstecz.

  • Świetny tekst, a hasło: “Tak, odpowiadam. Zostawię. Bo nie mogę odmawiać sobie swojego życia.” niektórzy powinni sobie wypisać na ścianie :)

    • R.

      odpowiedzieć tak prosto w oczy rozmówcy, to chyba najtrudniejsza część dla wszystkich będących w takiej sytuacji.. nie zostawiać- heroizm, którego nikt nie doceni..

  • Mona

    Trudny tekst.
    Czasem wyobrażam sobie takie sytuacje. Zastanawiam się nad tym, jak ja bym postąpiła. Myśląc o tym, boję się zrezygnowania z własnego życia z troski o najbliższe mi osoby, a zarazem boję się poczucia winy, gdybym tego nie zrobiła. Nie potrafię teraz przewidzieć swojej reakcji; nie umiem też powiedzieć, jaka jest słuszna. Ale każdy człowiek ma własne życie do przeżycia i nikt nie posiada wystarczających praw, by mu tego zabronić. Zastanawiam się też, kiedy wyrzuty sumienia byłyby większe – odchodząc czy zostając, być może po to, aby wiele lat później wyobrażać sobie, co można było zrobić ze swoim życiem, ale nie miało się na to odwagi.

    • R.

      „tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”- dopóki nie znajdujemy się w jakiejś sytuacji, nie jesteśmy w stanie tak do końca w nią wejść. ta konkretna decyzja to dziesiątki rozmów z najbliższą rodziną, bliskimi.. nie da się podjąć jej z dnia na dzień. mam świadomość, że cokolwiek zdecyduję, i tak będzie mi czegoś brakowało. na szczęście bliscy od paru miesięcy są gotowi na mój ruch i wyprowadzkę. Ona jest zdrowa i dobrze sobie radzi w codziennym życiu. to wiele ułatwia, mimo wszystko…

  • tyle razy sie z ta myśla zmagałam ze tak zrobiłam. tyle razy młodszy brat „prosił” o powrót „dla nich”. Nie wrócilam. Zajęło to 6 lat…. ale teraz jest spokój. Jest w miarę dobrze. Brawo za odwagę!!! dużo dobrej mocy Ci ślę!

    • R.

      to przerażające ile czasu to zajęło.. wyobrażam sobie jak ciężko Ci musiało być momentami..dziękuję za słowa otuchy!

  • A.

    To Ona mnie wychowywała. Rodzice nie mieli na to czasu, a teraz już ich nie ma. Byłam najstarszą z wnucząt. Byłam na miejscu. Byłam czarną owcą. Ona była niedostępna, surowa, nie prosiła i nie dziękowała. Nie uśmiechała się nigdy. Narzekała na swój los. Z niczego nie potrafiła się ucieszyć. Tkwiłam w tym przez 24 lata. Przez 24 lata nasiąkałam goryczą i obiecywałam sobie, że nie będę taka, jak Ona. Teraz mam 30 lat. Od sześciu lat jestem gdzie indziej. 30 km dalej. 30 najwspanialszych kilometrów. Nasze relacje się zmieniły. Nie rozmawiamy częściej niż raz na dwa tygodnie. Tak jest zdrowo. Ona dostrzegła we mnie dorosłą, samodzielną, mądrą, zaradną kobietę. Czasem dostaję od niej słoik dżemu, koszyk jagód, gałęzie jaśminu, zamrożone pyszności. Mój syn jeździ tam na wakacje. Wszyscy są zadowoleni. Uwolniłam się, nabierając pewności siebie. Ona nie ma żalu, widzi, że wszystkim wyszło to na lepsze. Nie wyobrażam sobie, co byłoby gdyby miała pretensje. Na szczęście jest inaczej. Teraz dopiero czuję, że ją kocham. Gdy byłyśmy razem, nie było na to miejsca.

    • R.

      30 najwspanialszych kilometrów… A., dziękuję za ten komentarz. jakbym czytała siebie. taka wiadomość z przyszłości. niesamowite te historie ludzi obok nas. czasem tak podobne. pozdrawiam Cię!